lektury on-line

Kategorie

W pustyni i w puszczy - Henryk Sienkiewicz - Strona 61

Staś słuchał z bijącym sercem i natężoną uwagą. Były w tej rozmowie rzeczy pocieszające, a mianowicie to, że pościg był urządzony, nagrody obiecane i że szejkowie plemion pobrzeżnych odebrali rozkazy zatrzymywania karawan jadących na południe. Ucieszyła chłopca i wiadomość o parowcach płynących w górę rzeki, napełnionych wojskiem angielskim. Derwisze Mahdiego mogli się mierzyć z armią egipską i nawet zwyciężać ją, ale z Anglikami była całkiem inna sprawa, i Staś ani na chwilę nie wątpił, że pierwsza bitwa skończy się doszczętną zagładą dzikich tłumów. Więc z pociechą w duszy mówił sobie tak: „Choćby nas dowieźli do Mahdiego, to może się zdarzyć, że nim nas dowiozą, nie będzie już ani Mahdiego, ani jego derwiszów.” Lecz tę pociechę zatruła mu myśl, że w takim razie czekają ich jeszcze całe tygodnie drogi, która w końcu musi jednak wyczerpać siły Nel — i przez cały ten czas czeka ich towarzystwo łotrów i morderców. Na wspomnienie tego młodego Araba, którego Beduini zarżnęli jak barana, ogarnął Stasia lęk i żal. Postanowił nie mówić o tym Nel, by nie przestraszyć jej i nie powiększać smutku, który odczuwała po zniknięciu złudnego obrazu oazy Fajum i miasta Medinet. Widział przed przybyciem do wąwozu, że mimo woli łzy cisnęły się jej do oczu; przeto gdy dowiedział się z opowiadania Beduinów wszystkiego, czego chciał, udał, że się rozbudził, i podszedł ku niej. A ona siedziała w kącie przy Dinah i jedząc daktyle skrapiała je trochę łzami. Ale ujrzawszy Stasia przypomniała sobie, że niedawno uznał jej postępowanie za godne osoby co najmniej trzynastoletniej, więc nie chcąc pokazać się znów dzieckiem ścisnęła z całej siły ząbkami pestkę daktyla, aby pohamować łkanie.
— Nel! — rzekł chłopak — Medinet to było złudzenie, ale wiem na pewno, że nas ścigają, więc nie martw się i nie płacz.
Na to dziewczynka podniosła ku niemu załzawione źrenice i odpowiedziała przerywanym głosem:
— Nie, Stasiu… ja nie chcę płakać… tylko mi się tak… oczy pocą…
Ale w tej chwili bródka poczęła się jej trząść, spod stulonych rzęs wybiegły wielkie łzy i rozszlochała się na dobre.
Że jednak wstyd jej było tych łez i oczekiwała za nie bury od Stasia, więc ze wstydu, a trochę i ze strachu, pochowała główkę na jego piersiach, mocząc mu obficie ubranie.
Lecz on jął ją zaraz pocieszać.
— Nel, nie bądź fontanną. Widziałaś, że oni odebrali jakiemuś Arabowi strzelbę i wielbłądzicę? A wiesz, co to znaczy? To znaczy, że na pustyni pełno jest straży. Raz się tym niegodziwcom udało przyłapać strażnika, a drugi raz ich samych złapią. Po Nilu krąży też mnóstwo statków… A jakże! Wrócimy, Nel, wrócimy — i do tego parowcem. Nie bój się!…
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia