— Biją wezwanie na radę — rzekł, łowiąc ustami oddech. — Sochroni Bih! Ty, Fyłyp, nie mów, o czym ja z tobą tu gadał. Sochroni Bih!
To rzekłszy, Tatarczuk chwycił szaflik z palanką, przechylił go obiema rękoma do ust i pił, pił, jakby chciał się na śmierć zapić.
— Chodźmy! — rzekł kantarzej.
Odgłos kotłów huczał coraz donośniej.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.