lektury on-line

Kategorie

Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz - Strona 108

Opowiadania ich potwierdziły to, co było już Chmielnickiemu wiadome o siłach młodego Stefana Potockiego; natomiast przynieśli mu nową wiadomość, że przywódcami semenów, płynących wraz z piechotą niemiecką na bajdakach, byli stary Barabasz i Krzeczowski.
Usłyszawszy to ostatnie nazwisko, Chmielnicki porwał się na równe nogi.
— Krzeczowski? Pułkownik regestrowych perejasławskich?
— On sam, jaśnie wielmożny hetmanie! — odpowiedzieli dragoni.
Chmielnicki zwrócił się do otaczających go pułkowników.
— W pochód! — zakomenderował grzmiącym głosem.
W niespełna godzinę później tabor ruszył naprzód, chociaż słońce już zachodziło i noc nie obiecywała być pogodną. Jakieś straszne, rude chmurzyska porozwalały się na zachodniej stronie nieba, podobne do smoków, do lewiatanów, i zbliżały się ku sobie, jakby chcąc stoczyć walkę.
Tabor posuwał się w lewo, ku brzegowi Dniepru. Szli teraz cicho, bez pieśni, bez bicia w kotły, w litaury, i szybko, o ile pozwalały im trawy, tak bujne w tej okolicy, że pogrążone w nich pułki chwilami traciły się z oczu, a różnobarwne chorągwie zdawały się same płynąć po stepie. Jazda torowała drogę wozom i piechocie, które postępując z trudnością, wkrótce pozostały znacznie w tyle. Tymczasem noc pokryła stepy. Ogromny, czerwony księżyc wytoczył się z wolna na niebo, ale przesłaniany co chwila chmurami, rozpalał się i gasł jak lampa tłumiona powiewami wiatru.
Było już dobrze z północy, gdy oczom Kozaków i Tatarów ukazały się czarne, olbrzymie masy odrzynające się wyraźnie na ciemnym tle nieba.
Były to mury Kudaku.
Podjazdy zakryte ciemnością zbliżyły się pod zamek tak ostrożnie i cicho jak wilcy lub ptactwo nocne. A nuż można by ubiec niespodzianie senną fortecę!
Ale nagle błyskawica na wałach rozdarła ciemności, huk straszliwy wstrząsnął skałami Dniepru i kula ognista zatoczywszy jaskrawy łuk na niebie, upadła w trawy stepowe.
To posępny cyklop Grodzicki dawał znać, że czuwa.
— Pies jednooki! — mruknął do Tuhaj-beja Chmielnicki. — Widzi w nocy.
Kozacy pominęli zamek — o którego wzięciu, w chwili gdy przeciw nim samym ciągnęły wojska koronne, nie mogli myśleć — i ruszyli dalej. Ale pan Grodzicki walił za nimi z dział, aż się mury zamkowe trzęsły, nie tyle, by im szkody przyczynić, gdyż przechodzili w znacznej odległości, ale aby ostrzec wojska nadpływające Dnieprem, które mogły znajdować się już niedaleko.
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia