lektury on-line

Kategorie

Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz - Strona 342

Tymczasem z dala na równinie ukazali się żołnierze wracający z pogromu, a na czele jechał pan Wołodyjowski. Ujrzawszy Zagłobę, przyśpieszył biegu i zeskoczywszy z konia, szedł ku niemu.
— Waćpana to jeszcze oglądam? — pytał z dala.
— Mnie we własnej osobie — rzekł pan Zagłoba. — Bóg waści zapłać, iżeś z pomocą przybył.
— Chwalić Boga, że w porę — odpowiedział mały rycerz, ściskając z radością dłoń pana Zagłoby.
— Ale skądżeś się waszmość o opresji, w jakiej tu zostawałem, dowiedział?
— Chłopi dali znać z tego chutoru.
— O! A ja myślałem, że mnie zdradzili.
— Gdzie tam, to dobrzy ludzie. Ledwie z życiem uszli chłopak i dziewczyna, a co się z resztą weselników stało, nie wiedzą.
— Jeśli nie zdrajcy, to od Kozaków pobici. Chutornik leży wedle chaty. Ale mniejsza z tym. Mówże waść: czy Bohun żyw? Uciekł?
— Alboż to był Bohun?
— Ten bez czapki, w koszuli i hajdawerach, któregoś waść z koniem obalił.
— Ciąłem go w dłoń; bogdaj to licho, żem go nie poznał!… Ale waść, ale waść, mości Zagłobo, cóżeś to waść najlepszego uczynił?
— Com uczynił? — powtórzył pan Zagłoba. — Chodź, panie Michale, i patrz!
To rzekłszy, ujął go za rękę i wprowadził do chlewa.
— Patrz — powtórzył.
Pan Wołodyjowski nie widział przez chwilę nic, bo wszedł ze światła, ale gdy już oczy jego oswoiły się nieco z ciemnością, dojrzał ciała leżące nieruchomie na gnoju.
— A tych ludzi kto narżnął? — pytał zdziwiony.
— Ja! — rzekł Zagłoba. — Pytałeś waść, com uczynił? Więc masz!
— No! — rzekł młody oficer, kręcąc głową. — A jakimże to sposobem?
— Tam się broniłem, na górze, a oni szturmowali mnie z dołu i przez dach. Nie wiem, jak długo to było, bo w bitwie człowiek czasu nie liczy. Bohun to był, Bohun ze srogą potęgą i z wyborem ludzi. Popamięta on waćpana, popamięta i mnie! Innym czasem ci opowiem, jako w niewolę popadłem, com wytrzymał i jakom Bohuna splantował, bom i na języki się z nim próbował. Alem dziś tak fatigatus, że ledwie na nogach się trzymam.
— No — powtórzył pan Wołodyjowski — nie ma co mówić, mężnie waść stawałeś; jeno to powiem, żeś lepszy rębacz niż wódz.
— Panie Michale — rzecze szlachcic — nie pora rozprawiać. Lepiej Bogu dziękujmy, że nam obydwom tak wielką dziś spuścił wiktorię, o której pamięć nieprędko między ludźmi zaginie.
Pan Wołodyjowski spojrzał zdumiony na Zagłobę. Jakoś dotąd wydawało mu się, że to on sam odniósł ową wiktorię, którą pan Zagłoba widocznie chciał się z nim podzielić.
Ale popatrzył tylko na szlachcica, pokręcił głową i rzekł:
— Niechże i tak będzie.
W godzinę później obaj przyjaciele na czele połączonych oddziałów wyruszyli ku Jarmolińcom.
Z ludzi Zagłoby nie brakło prawie nikogo, gdyż w śnie zaskoczeni, nie stawiali oporu, Bohun zaś, wysłany głównie po języka, kazał żywcem brać, nie mordować.
Rozdział VIII
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia