lektury on-line

Kategorie

Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz - Strona 43

— Nie ja zostanę, ale serce zostanie, a jedno dulcis recordatio ze mną pojedzie. Widzisz mnie waćpan w wielkiej alteracji, gdyż od żądz tkliwych ledwie że tchu oribus mogę złapać.
— To waćpan zakochał się w kniaziównie?
— Nie inaczej, jako żyw tu przed waćpanem siedzę. Sen ucieka mnie od powiek i jeno do wzdychania mam ochotę, od którego chyba cały w parę się rozpłynę, co waćpanu powiadam dlatego, że mając serce czułe i afektów głodne, snadnie mękę moją zrozumiesz.
Pan Longin sam wzdychać począł na znak, że męczarnie miłości rozumie, po chwili zaś spytał żałośnie:
— A może waćpan takoż czystość ślubował?
— Pytanie waścine jest nie do rzeczy, bo gdyby wszyscy podobne śluby czynili, tedyby genus humanum zaginąć musiało.
Wejście sługi przerwało dalszą rozmowę. Był to stary Tatar o bystrych czarnych oczach i pomarszczonej jak suszone jabłko twarzy. Wszedłszy, rzucił znaczące spojrzenie na Skrzetuskiego i spytał:
— A czy nie trzeba czego waszmościom? Może miodu po kusztyczku do poduszki?
— Nie trzeba.
Tatar zbliżył się do Skrzetuskiego i mruknął:
— Mam dla waszmości pana słówko od panny.
— Bądźże mi Pandarem! — zawołał radośnie namiestnik. — Możesz też mówić przy tym kawalerze, bom się przed nim spuścił z sekretu.
Tatar wydobył zza rękawa kawałek wstążki:
— Panna przysyła waszmości panu tę szarfę i to kazała powiedzieć, że miłuje go z całej duszy.
Porucznik porwał szarfę i począł ją z uniesieniem całować i do piersi przyciskać, a dopiero ochłonąwszy nieco, spytał:
— Co ci zleciła powiedzieć?
— Że miłuje waszmość pana z całej duszy.
— Naściże talera za musztuluk. Rzekła tedy, że mię miłuje?
— Tak jest!
— Naściże jeszcze talera. Niechże ją Bóg błogosławi, boć i ona mi najmilsza. Powiedzże jej… Albo czekaj, sam ja do niej pisać będę; przynieś mi jeno inkaustu, piór i papieru.
— Czego? — spytał Tatar.
— Inkaustu, piór i papieru.
— Tego u nas w domu nie ma. Za kniazia Wasyla było i potem, jak się młodzi kniaziowie pisać od czerńca uczyli, ale to już dawno.
Pan Skrzetuski klasnął palcami.
— Mości Podbipięto, nie masz wasze inkaustu i piór?
Litwin rozłożył ręce i wzniósł oczy do góry.
— Tfy, do licha! — rzecze porucznik. — Otom jest w kłopocie!
Tymczasem Tatar usiadł w kuczki przed ogniem.
— Po co pisać — rzekł, grzebiąc w węglach. — Panna spać poszła. A co masz wasza miłość jej napisać, to jutro powiedzieć można.
— Kiedy tak, to co innego. Wiernyś, jak widzę, sługa kniaziówny. Naściże trzeciego talera. Dawno służysz?
— Ho, ho! Czterdzieści lat temu, jako mnie kniaź Wasyl w jasyr wziął; i od tej pory służyłem mu wiernie, a gdy onej nocy odjeżdżał na przepadłe imię, to dziecko Konstantynu zostawił, a do mnie rzekł: „Czechły! I ty nie odstąpisz dziewczyny, i będziesz jej strzegł jak oka w głowie”. Łacha ił Ałła!
— Tak też i czynisz?
— Tak też i czynię, i patrzę.
— Mów, co widzisz: jak tu kniaziównie?
— Źle tu myślą o niej, bo ją chcą dać Bohunowi, który jest pies potępiony.
— O! Nie będzie z tego nic! Znajdzie się komu za nią ująć!
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia