— Pan jako pan — rzecze na to pacholik — ma swoje sprawy w Łubniach, za którymi mnie wrócić kazał, bo i nie miałem co robić w Kudaku.
Przez cały ten czas Bohun patrzył bystro na Rzędziana; nagle rzekł:
— Znam i ja twego pana, widziałem go w Rozłogach.
Rzędzian przekrzywił głowę i nadstawiwszy ucha, niby to nie dosłyszawszy, spytał:
— Gdzie?
— W Rozłogach.
— To Kurcewiczów — rzekł Zagłoba.
— Czyje? — pytał znów Rzędzian.
— Widzę, żeś coś ogłuchł — zauważył sucho Bohun.
— Bom się też nie wyspał.
— To się jeszcze wyśpisz. Powiadasz tedy, że twój pan wysłał cię do Łubniów?
— A jakże.
— Pewnie tam ma jaką podwikę — wtrącił pan Zagłoba — do której afekt przez ciebie przesyła.
— Czy ja tam wiem, mój jegomość!… Może ma, a może i nie ma — rzecze Rzędzian.
Następnie skłonił się Bohunowi i panu Zagłobie.
— Niech będzie pochwalony — rzekł, zabierając się do odejścia.
— Na wieki! — odparł Bohun. — Poczekaj no, ptaszku, nie śpiesz się. A czemuś to ty przede mną taił, żeś jest pacholikiem pana Skrzetuskiego?
— A bo mnie jegomość nie pytał, a ja sobie myślę: co mam o byle czym mówić? Niech będzie pochwalo…
— Poczekaj, mówię. Listy jakowe od pana wieziesz?
— Pańska rzecz pisać, a moja, jako sługi, oddać, ale jeno temu, do kogo są pisane, zaczem niech mi będzie wolno pożegnać waszmość panów.
Bohun zmarszczył swe sobole brwi i w ręce klasnął. Natychmiast dwóch semenów wpadło do izby.
— Obszukać go! — zawołał, wskazując na Rzędziana.
— Jakom żyw, gwałt mi się tu dzieje! — wrzeszczał Rzędzian. — Jam jest też szlachcic, choć sługa, a waszmość panowie w grodzie za ten postępek będziecie odpowiadali.
— Bohun! Zaniechaj go! — wtrącił pan Zagłoba.
Ale tymczasem jeden z semenów znalazł w Rzędzianowym zanadrzu dwa listy i oddał je podpułkownikowi. Bohun kazał zaraz pójść precz semenom, bo nie umiejąc czytać, nie chciał się z tym przed nimi zdradzić. Po czym, zwróciwszy się do Zagłoby rzekł:
— Czytaj, a ja na pachołka uważać będę.
Zagłoba przymknął lewe oko, na którym miał skałkę, i czytał adres:
— „Mnie wielce miłościwej pani i jejmości dobrodzice jaśnie oświeconej kniahini Kurcewiczowej w Rozłogach”.
— Toś ty, rarożku, do Łubniów jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? — rzekł Bohun, poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.
— Gdzie mi kazali, tamem jechał! — odparł pachołek.
— Mam-li otworzyć? Sigillum szlacheckie święta rzecz — zauważył Zagłoba.
— Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.
Zagłoba otworzył i czytał:
Źródło tekstu: Wolne Lektury.