lektury on-line

Kategorie

Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz - Strona 263

— A prawda, dziś niedziela, lepiej by o Bogu pomyśleć… Pater noster qui es in coelis… Żadnego respektu od tych łajdaków spodziewać się nie można… Sanctificetur nomen Tuum… Co to się będzie działo na tej grobli!… Adveniat regnum Tuum… Już we mnie dech zaparło… Fiat voluntas Tua… Bodajeście wyzdychali, hamany mężobójcze!… Patrz no waść! Co to?
Oddział złożony z kilkuset ludzi oderwał się od czarnej masy i sunął bezładnie ku grobli.
— To harcownik — rzecze pan Skrzetuski. — Zaraz nasi ku nim wyjadą.
— Czy to już koniecznie bitwa się zacznie?
— Jak Bóg na niebie.
— Niech to diabli porwą! — Tu zły humor pana Zagłoby nie miał już miary. — A waść to patrzysz jakby na teatrum w mięsopust! — wykrzyknął z niechęcią do Skrzetuskiego. — Jakby nie o waści skórę chodziło!
— My już zwyczajni, mówiłem.
— I pewnie na harce ruszysz?
— Nie bardzo to przystoi rycerzom spod górnych znaków na pojedynkę z takim nieprzyjacielem się bić; nie czyni tego, kto powagę kocha. Ale w tych czasach nikt nie ma względu na godność.
— Idą już i nasi, idą! — wykrzyknął pan Zagłoba, widząc kraśną linię dragonów Wołodyjowskiego posuwającą się truchtem ku grobli.
Za nimi ruszyło po kilkanaście ochotnika spod każdej chorągwi. Poszli między innymi: rudy Wierszułł, Kuszel, Poniatowski, dwóch Karwiczów, a spod husarskiego znaku pan Longinus Podbipięta.
Odległość między dwoma oddziałami zaczęła się zmniejszać gwałtownie.
— Pięknych rzeczy będziesz waść świadkiem — rzekł Skrzetuski do pana Zagłoby. — Uważ szczególnie Wołodyjowskiego i Podbipiętę. Wielcy to rycerze. Dojrzysz ich waść?
— Dojrzę.
— To patrz; sam się rozłakomisz.
Rozdział XXXI
Ale wojownicy, zbliżywszy się do siebie, zatrzymali konie i poczęli naprzód się lżyć wzajemnie.
— Bywajcie! Bywajcie! Zaraz tu psy waszym padłem nakarmimy! — wołali książęcy żołnierze.
— Wasze i dla psów się nie godzi.
— Pognijecie w tym stawie, zbóje bezecni!
— Komu pisano, ten zgnije. Was tu prędzej ryby oszczypią.
— Z widłami do gnoju, chamy! Lepiej wam to przystoi niż szabla.
— Chociaż my chamy, ale synki nasze będą szlachta, bo się z waszych panienek porodzą!
Jakiś Kozak, widno zadnieprzański, wysunął się naprzód i złożywszy dłonie koło ust, wołał potężnym głosem:
— U kniazia dwie synowice! Powiedzcie mu, żeby je Krzywonosowi przysłał…
Panu Wołodyjowskiemu aż pociemniało w oczach z wściekłości, gdy to bluźnierstwo usłyszał, i w tejże chwili wypuścił konia na Zaporożca.
Poznał go z dala pan Skrzetuski, stojąc na prawym skrzydle z husarzami, i krzyknął na Zagłobę:
— Wołodyjowski leci! Wołodyjowski! Patrz waść! Tam! Tam!
— Widzę! — wołał pan Zagłoba. — Już go dopadł! Już się biją! Raz, dwa! Dalejże po nim! Widzę doskonale! Oho, już! To gracz, niech go las ogarnie!
Istotnie w drugim złożeniu bluźnierca padł na ziemię jak gromem rażony — i padł głową ku swoim, na złą im wróżbę.
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia