— Za młodych lat był ze mnie gładysz nie lada. Żebym tylko waści opowiedział, za co palmę w Galacie otrzymałem! Widzisz tę dziurę na moim czele? Dość, gdy ci powiem, że mi ją rzezańcy w seraju tamecznego baszy wybili.
— A mówiłeś, że kula rozbójnicka?
— Mówiłem? Tom dobrze mówił! Każdy Turczyn rozbójnik; tak mnie, Panie Boże, dopomóż!
Dalszą rozmowę przerwało wejście Zaćwilichowskiego.
— No, mości namiestniku — rzekł stary chorąży — bajdaki gotowe, przewoźników masz ludzi pewnych: ruszajże w imię Boże, choćby i zaraz. A oto listy.
— To każę ludziom zaraz ruszać na brzeg.
— A gdzie waść się wybierasz? — spytał pan Zagłoba.
— Do Kudaku.
— Gorąco tam ci będzie.
Ale namiestnik nie słyszał już przepowiedni, bo wyszedł z izby na podwórzec, gdzie przy koniach stali semenowie prawie już gotowi do podróży.
— Na koń i na brzeg! — zakomenderował pan Skrzetuski. — Konie wprowadzić na statki i czekać na mnie!
Tymczasem w izbie stary chorąży rzekł do Zagłoby:
— Słyszałem, że podobno waść teraz pułkownikom kozackim dworujesz i z nimi pijesz.
— Pro publico bono, mości chorąży.
— Obrotny masz waść dowcip i podobno od wstydu większy. Chcesz sobie Kozaków in poculis skonwinkować, by przyjaciółmi ci byli w razie zwycięstwa.
— Choćbym też, będąc męczennikiem tureckim, nie chciał zostać i kozackim, nie byłoby nic dziwnego, bo dwa grzyby mogą najlepszy barszcz popsować. A co do wstydu, nikogo nie zapraszam, by go pił ze mną; sam go wypiję, i da Bóg, że mi nie będzie gorzej od tego miodu smakował. Zasługa jako olej musi na wierzch wypłynąć.
W tej chwili wrócił Skrzetuski.
— Ludzie już ruszają — rzekł.
Zaćwilichowski nalał miarkę:
— Za szczęśliwą podróż!
— I zdrowy powrót! — dodał pan Zagłoba.
— Będzie się wam dobrze jechało, bo woda ogromna.
— Siadajcie waszmościowie, wypijem resztę. Niewielki to antałek.
Siedli i pili.
— Ciekawy kraj waść zobaczysz — mówił Zaćwilichowski. — A kłaniaj się panu Grodzickiemu w Kudaku! Ej, żołnierz to, żołnierz! Na końcu świata siedzi, daleko od hetmańskich oczu, a porządek u niego taki, że daj Boże w całej Rzeczypospolitej podobny. Znam ja dobrze Kudak i porohy. Za dawnych lat częściej się tam jeździło; i aż duszy smutno, gdy się pomyśli, że to przeszło, minęło, a teraz…
Tu chorąży wsparł mleczną głowę na ręku i zadumał się głęboko. Nastała chwila ciszy, słychać było tylko tupot koński w bramie, bo ostatek ludzi pana Skrzetuskiego wyjeżdżał na brzeg ku bajdakom.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.