— Ot, mam, czegom chciał. Dalibóg, oni mnie tu głodem zamorzą. O! To w gorącej wodzie kąpani. Przychodzę o pomoc, myślę, że po wielkich molestacjach za dwa, trzy dni ruszą, a tu i odetchnąć nie dadzą. Niechże ich kaduk porwie! Puślisko mi nogę przetarło, co mi je zdrajca pachołek źle przypiął, w brzuchu mi kruczy… Niechże ich kaduk porwie! Machnówka Machnówką, a brzuch brzuchem! Jam też stary żołnierz, więcej jam może od nich wojny zażywał, ale nie tak łap, cap! To diabły, nie ludzie: nie śpią, nie jedzą, tylko się biją. Jak mi Bóg miły, tak oni nigdy nie jedzą. Widziałeś, panie Krzysztofie, tych pułkowników: czy nie wyglądają jak spectra, co?
— Ale fantazja u nich ognista — odpowiedział pan Krzysztof, który żołnierz był zamiłowany. — Miły Boże! Ile to zamieszania i nieładu po innych obozach, gdy ruszać przyjdzie! Ile bieganiny, szykowania wozów, posyłania po konie! A tu, słyszycie waszmość? Oto już lekkie chorągwie wychodzą!
— A juści, że tak jest! Desperacja! — mówił wojewoda.
A młody pan Aksak dłonie swoje chłopięce złożył:
— Ach, wielki to wódz! Ach, wielki to wojennik! — mówił z uniesieniem.
— U waści mleko pod nosem! — huknął na niego wojewoda. — Cunctator także był wielki wódz!… Rozumiesz wasze?
Wtem wszedł książę:
— Mości panowie, na koń! Ruszamy!
Wojewoda nie wytrzymał.
— Każże, wasza książęca mość, dać coś zjeść, bom głodny! — wykrzyknął z wybuchem złego humoru.
— A, mój mości wojewodo! — rzekł książę, śmiejąc się i biorąc go w ramiona. — Wybaczcie, wybaczcie całym sercem, ale na wojnie człek o tych rzeczach zapomina.
— A co, panie Krzysztofie? Czy nie mówiłem, że oni nic nie jedzą? — rzecze wojewoda, zwracając się do podsędka bracławskiego.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.