lektury on-line

Kategorie

Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz - Strona 216

— To pana Rzewuskiego nie ma w Mohilowie? — pytała Basia.
— On tylko wojsko przyprowadził i nie wiem, czyli trzy dni sam bawił. Niech wasza wielmożność pozwoli, tu jest suchy winograd w tym czuhubie, a z tego brzegu takowy owoc, którego i w Turcji nie ma, jeno z Azji z daleka przychodzi, a tam na palmach rośnie… Pana pisarza nie ma, a teraz i jazdy wcale nie ma, bo ku Bracławiu wczoraj nagle poszła… I tu są daktyle, aby obum waszym wielmożnościom były na zdrowie… Został tylko pan Gorzeński z piechotą, a jazda wszystka wyszła…
— Dziwno mi to, że jazda wszystka wyszła — rzekła Basia spoglądając pytającym wzrokiem na Azję.
— Poszła, by się konie nie odstały — odpowiedział Tuhaj-bejowicz. — Teraz spokojnie!
— W mieście mówili, że Dorosz się ruszył niespodzianie — rzekł kupiec.
Azja roześmiał się.
— A czym będzie konie pasł, śniegiem? — rzekł do Basi.
— Pan Gorzeński najlepiej wasze wielmożności objaśni — dodał kupiec.
— Ja też myślę, że to nic — odrzekła po chwili namysłu Basia. — Bo żeby co było, to by mój mąż najpierwszy wiedział.
— Nieodmiennie w Chreptiowie najpierw byłaby wiadomość — rzekł Azja. — Niech się wasza miłość nie boi.
Basia podniosła swą jasną twarz ku Tatarowi i poruszyła nozdrzami.
— Ja się boję! To wyborne! Co waćpanu w głowie? Słyszysz, Ewka, ja mam się bać!
Ewka nie od razu mogła odpowiedzieć, bo będąc z natury dość łakomą i lubiąc nad miarę słodycze usta miała pełne daktylów, co zresztą nie przeszkadzało jej wpatrywać się chciwie w Azję, więc dopiero przełknąwszy je odrzekła:
— Przy takim oficyjerze i ja się nic nie boję!
Po czym spojrzała czule i znacząco w oczy Tuhaj-bejowicza, lecz od czasu, jak mu zaczęła być przeszkodą, miał tylko dla niej tajony wstręt i gniew, więc zachowując nieruchomą postawę odrzekł ze spuszczonymi oczyma:
— W Raszkowie się pokaże, czylim na ufność zasłużył!
I było w jego głosie coś niemal groźnego. Ale obie niewiasty tak już były przyzwyczajone do tego, że młody Lipek we wszystkim, co mówi i czyni, zupełnie odróżnia się od innych, że nie zwróciło to ich uwagi. Zresztą Azja począł zaraz nalegać, by jechano dalej, bo przed Mohilowem były góry wielce strome i do przebycia trudne, które należało przebyć za dnia.
Niebawem ruszono dalej.
Jechali bardzo szybko aż do owych gór. Tam Basia chciała przesiadać się na koń, lecz z namowy Tuhaj-bejowicza została dla towarzystwa Ewki w saniach, które wzięto na arkany i z największymi ostrożnościami spuszczano z pochyłości.
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia