lektury on-line

Kategorie

Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz - Strona 184

— Ileś pozwolił mówić, tylem mówił. Rozeszła się wieść od Lipków i Czeremisów, ale nikt prawdy dobrze nie wie. Mówią także i o tym, że im Rzeczpospolita wolę i ziemię chce dać i na służbę pod Tuhaj-bejowiczem wezwać. Na samą wieść wszystkie co uboższe ałusy się wzburzyły. Chcą, effendi, chcą! Jeno im inni tłumaczą, że to wszystko nieprawda, że w Rzeczypospolitej wojska na nich wyślą, a Tuhaj-bejowicza nie masz wcale. Byli od nas kupcy z Krymu, mówili, że tam także jedni powiadają: „Jest Tuhaj-bejowicz”, i burzą się; drudzy mówią: „Nie ma”, i onych wstrzymują. Ale gdyby się rozniosło, że wasza miłość na wolę, ziemię i służbę wzywa, mrowie by się ruszyło… Niech mi jeno będzie wolno mówić…
Twarz Azji pojaśniała z zadowolenia i począł chodzić wielkimi krokami po izbie, po czym rzekł:
— Bądź pozdrowion, Halim, pod moim dachem! Siadaj i jedz!
— Psem i sługą twoim jestem, effendi — odrzekł stary Tatar.
Tuhaj-bejowicz zaklaskał w dłonie, na który znak wszedł Lipek-ordynans i wysłuchawszy rozkazu, przyniósł po chwili posiłek: więc gorzałkę, wędzone mięso, chleb, nieco bakalii i kilka przygarści suszonych ziarnek od kawonów, wielce — obok ziarnek słonecznikowych — ulubionego przez wszystkich Tatarów przysmaku.
— Przyjacielem, nie sługą jesteś — rzekł po wyjściu ordynansa Azja — bądź pozdrowion, bo dobre nowiny przynosisz: siadaj i jedz!
Halim począł jeść i póki nie skończył, nie mówili do siebie nic, ale posilił się prędko i jął wodzić oczyma za Azją, czekając, aż ten przemówi.
— Już tu wiedzą, ktom jest — rzekł wreszcie Tuhaj-bejowicz.
— I co, effendi?
— I nic. Jeszcze mnie lepiej szanują. Jak by do roboty przyszło, i tak musiałbym powiedzieć. Zwłóczyłem tylko, bom czekał na wieści od ord i chciałem, żeby hetman pierwszy wiedział, ale przyjechał Nowowiejski i ten mnie poznał.
— Młody? — pytał z przestrachem Halim.
— Stary, nie młody. Ałła mi tu ich wszystkich zesłał, bo i dziewka jest. Bogdaj w nich zły duch wstąpił. Niech jeno hetmanem zostanę, poigram z nimi. Dziewkę mi tu swatają, dobrze! W haremie i niewolnice potrzebne!
— Stary swata?
— Nie!… Ona!.. Ona myśli, że ja nie ją, ale tamtą miłuję!
— Effendi! — rzekł oddając pokłon Halim — jam rab twego domu i nie mam prawa mówić w obliczności twojej; ale jam cię między Lipkami poznał, jam pod Bracławiem powiedział ci, ktoś jest, i od tej pory służę ci wiernie; jam innym powiedział, że cię za pana mają uważać, ale chociaż oni cię miłują, nikt cię nie miłuje tak jak ja; zali mi wolno mówić?
— Mów.
— Ty się małego rycerza strzeż. Straszny on, sławny w Krymie i na Dobrudży.
— A ty, Halim, słyszał o Chmielnickim?
— Słyszałem i służyłem u Tuhaj-beja, który z Chmielnickim wojną na Lachów chodził, zamki burzył, dobro brał…
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia