lektury on-line

Kategorie

Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz - Strona 205

— Jeśli będzie mógł, to sam ze mną pojedzie, a jeśli nie, to nas odprowadzi Azja w jakie dwieście albo więcej koni, bo słyszałam i tak, że on ma być do Raszkowa komenderowany.
Na tym skończyła się rozmowa i Ewka została. Basia jednak prócz istotnych powodów, które panu Nowowiejskiemu wyłuszczyła, miała i inne wyrachowanie.
Oto chciała ułatwić Azji zbliżenie się do Ewy, bo młody Tatar poczynał ją niepokoić. Ilekroć był z nią, na jej pytania odpowiadał wprawdzie, że Ewkę kocha, że dawny afekt w nim nie wygasł, ale ilekroć znalazł się z Ewką — milczał. Tymczasem dziewczyna rozkochała się w nim na tym chreptiowskim odludziu bez pamięci. Jego dzika, ale przepyszna uroda, jego dzieciństwo pod twardą ręką pana Nowowiejskiego spędzone, jego książęce pochodzenie, ta długa tajemnica, która nad nim ciążyła, a wreszcie sława wojenna oczarowały ją zupełnie. I czekała tylko chwili, by mu otworzyć serce gorące jak płomień, by mu powiedzieć: „Azja! jam cię od dziecka kochała!” — by paść w jego ramiona i przysiąc mu miłość do zgonu. Tymczasem on zaciskał zęby i milczał.
Ewka myślała z początku, że obecność jej ojca i brata wstrzymuje Azję od wyznania. Później jednak ogarnął i ją niepokój, bo jeśli ze strony ojca i brata trafiłyby się niezawodnie przeszkody, zwłaszcza dopóki Azja indygenatu nie posiadał, to przecie mógł chociaż przed nią samą serce otworzyć i powinien był otworzyć tym spieszniej, tym szczerzej, im więcej przeszkód jeżyło się na ich drodze.
A on milczał.
Wątpliwości wkradły się wreszcie w duszę dziewczyny i poczęła skarżyć się na swoją niedolę przed Basią, ta zaś uspokajała ją mówiąc:
— Nie neguję ci, że to jest człowiek dziwny i okrutnie skryty, ale jestem pewna, że cię miłuje, bo naprzód, mnie to wielekroć razy powtórzył, a po wtóre, inaczej na cię patrzy niż na innych.
A na to Ewka potrząsając smutnie głową:
— Inaczej, to pewno, ale nie wiem, czy to jest kochanie, czy też nienawiść w tym patrzeniu.
— Miła Ewko, oto nie pleć, za cóż by cię miał nienawidzić?
— A za co ma mnie kochać?
Tu Basia poczęła ją głaskać drobną rączką po twarzy.
— A za co mnie Michał kocha? A za co twój brat, ledwie obaczył Zośkę, już ją pokochał?
— Adam zawsze był prędki.
— Azja zasię jest pyszny i odmowy się boi, zwłaszcza ze strony twojego ojca, bo brat, sam pokochawszy, snadniej by mękę afektów wyrozumiał. Oto co jest! Nie bądź głupia, Ewka, i nie bój się. Zburczę ja dobrze Azję i obaczysz, jaki będzie rezolut.
Jakoż tego samego dnia Baśka widziała się z Azją, po którym widzeniu wbiegła wielkim pędem do Ewki.
— Już! — zawołała w progu.
— Co? — pytała płonąc Ewka.
Kategorie: Pozytywizm
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia