lektury on-line

Kategorie

Moralność pani Dulskiej - Gabriela Zapolska - Strona 30

Nie, nie — takie rzeczy przecina się od razu. Raz, dwa… Zobaczysz — odetchniesz, jak z tym skończysz.
ZBYSZKO
/ cicho /
Ale jak?
JULIASIEWICZOWA
Już my na to poradzimy.
ZBYSZKO
Będzie skandal.
JULIASIEWICZOWA
A widzisz! a mówiłeś, że ci o świat nie chodzi!
/ chwila milczenia /
Więc nie będziesz się żenił?
ZBYSZKO
/ milczy /
JULIASIEWICZOWA
I przeprosisz matkę?
ZBYSZKO
Za co?
JULIASIEWICZOWA
Zrób to — obraziłeś ją bardzo. Ona chora, ona biedna.
/ biegnie do drzwi /
Ciociu!
ZBYSZKO
Ale… krzywda się jej nie stanie.
JULIASIEWICZOWA
Proszę cię, już ja w tym będę. Ciociu.
SCENA IX
/ Zbyszko — Dulska — Juliasiewiczowa /
JULIASIEWICZOWA
Ciociu! Zbyszko cofa, co powiedział. Powrócił do rozumu… i przeprasza ciocię.
DULSKA
/ płacze /
ZBYSZKO
/ podchodzi ku niej — całuje ją w rękę i mówi cicho /
Przepraszam mamę za to… a! psia krew… psia krew!
DULSKA
/ do Juliasiewiczowej /
No widzisz… znów klnie.
JULIASIEWICZOWA
Ach, to głupstwo. To nie ma znaczenia.
ZBYSZKO
/ z wybuchem /
Ma! ma! znaczenie… ma!
JULIASIEWICZOWA
Cofasz się?
ZBYSZKO
Tak… tak… będę tym, kim byłem!… a! możecie być dumni.
/ z wybuchem nerwowym /
Ach! jak ja się będę teraz łotrował! jak ja się będę łotrował!…
JULIASIEWICZOWA
Dopóki się nie ożenisz… dobrze nie ożenisz… z panną fajną, z dobrego domu.
ZBYSZKO
Dopóki się dobrze nie ożenię… z posagiem, z kamienicą — z diabłem — z czortem…
/ Wybiega do swego pokoju. /
DULSKA
Boże! Boże!
JULIASIEWICZOWA
Niech ciocia pozwoli mu wyburzyć się. Główna rzecz zrobiona. Teraz trzeba się wziąć do niej. Ciocia mi daje carte blanche?
DULSKA
Nie rozumiem.
JULIASIEWICZOWA
/ dochodzi do drzwi /
Tadrachowa!
SCENA X
/ Też same — Tadrachowa /
TADRACHOWA
Rączki całuję… jestem… jestem…
JULIASIEWICZOWA
Moja Tadrachowa, zaszły tu pewne zmiany. Młody pan żenić się z Hanką nie chce.
TADRACHOWA
Jakże to! sam mi to godnie oświadczył.
JULIASIEWICZOWA
Ale się namyślił.
TADRACHOWA
Tak niby — mir nichts, dir nichts?
DULSKA
Pod błogosławieństwem matki.
TADRACHOWA
To duże słowo. No, ale to krzywda dla Hanki, a ja przecie dziecka, com go do Chrztu świętego podawała, ukrzywdzić nie dam.
JULIASIEWICZOWA
Nikt jej ukrzywdzić nie chce. Pani gospodyni jest bardzo zacna osoba i może tam coś nie coś… Hance da jako odszkodowanie.
DULSKA
/ cicho /
Nie galopuj się.
/ Tadrachowa milczy. /
JULIASIEWICZOWA
No… czy ja wiem, co i jak…
TADRACHOWA
Proszę wielmożnej pani — święty związek małżeński, a pieniądze to całkiem insza inszość.
JULIASIEWICZOWA
No… tak. Ale dobre i to. Każda inna matka to by dziewczynę wygnała bez dobrego słowa. A tu się jeszcze troszczą i chcą coś dodać… No, moja Tadrachowa — przyznajcie, że takich ludzi to mało na świecie.
TADRACHOWA
Ja zawsze mówiłam, że to święte państwo. Ale… krzywda krzywdą…
JULIASIEWICZOWA
E! samiście mówili, że pieniądze wszystko kryją. Jak Hanka mieć będzie coś w Sparkasie, to ani się nikt o resztę nie spyta.
TADRACHOWA
Może być.
JULIASIEWICZOWA
Jak myślicie — co i jak?
TADRACHOWA
Proszę wielmożnej pani — to już Hanki rzecz. Trzeba mi z nią pogadać…
JULIASIEWICZOWA
Naturalnie. Zaraz wam Hankę przyślemy. Chodźmy, ciociu.
TADRACHOWA
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia