lektury on-line

Kategorie

Moralność pani Dulskiej - Gabriela Zapolska - Strona 28

Co do Hanki? Jakaż tu rada? Młodzi chcą jedno drugie. Wielmożna pani nie będzie twarda. Przecie dzieje się to i po hrabskich domach, że się z niższymi żenią, a Hanka znów jest i ślubna, i znowu nie takie tam co, bo też z familii zasiedziałej, choć stanu murarskiego.
DULSKA
Idźcie no tylko do jadalni i czekajcie aż was zawołamy.
TADRACHOWA
Całuję rączki pani gospodyni. Idę już — Panu Jezusowi oddaję — całuję rączki. A niech mamusia nie będzie twarda…
/ Wychodzi. /
SCENA VII
/ Dulska — Juliasiewiczowa — Mela /
DULSKA
Słyszałaś?… mamusia? jak to sobie prędko taka pani pozwala… Dusi mnie formalnie… No! no
JULIASIEWICZOWA
Będę mówić ze Zbyszkiem. Niechże ciocia idzie do swego pokoju — proszę cioci.
DULSKA
Zlituj się… rób wszystko, co można… powiedz, że ja i Felicjan tego nie przeżyjemy — że się go wydziedziczy… że złamanego centa nie dostanie nigdy — że…
JULIASIEWICZOWA
Dobrze, dobrze — już wiem. Tylko niech ciocia mnie zostawi samą.
DULSKA
Idę… idę… mojaś ty, zrób wszystko… ja już z sił opadam!
/ Wychodzi. /
MELA
/ we drzwiach /
Pst… pst… ciociu!…
JULIASIEWICZOWA
A! czego chcesz?
MELA
Cóż mama? pozwala?
JULIASIEWICZOWA
Proszę Meli iść do siebie i nie pokazywać się tutaj!
MELA
Ach, Boże! Boże! co to będzie!
/ Znika. /
SCENA VIII
/ Juliasiewiczowa — Zbyszko /
JULIASIEWICZOWA
/ chwilę się waha — potem podchodzi do drzwi Zbyszka /
Zbyszko! proszę cię tu na chwilę.
ZBYSZKO
O co chodzi?
JULIASIEWICZOWA
No… wejdźże tu. Trudno ażebym ja do ciebie wchodziła. Jestem na to i za stara… i za młoda.
ZBYSZKO
/ we drzwiach /
Właściwie czego chcesz?
JULIASIEWICZOWA
Przede wszystkim — nie patrz na mnie jak na wroga, bo ja twoim wrogiem nie jestem, mimo twego obchodzenia się ze mną. Mnie się zdaje, że ty nawet będziesz rad pomówić z kimś, kto ma zdrowy rozsądek i z boku patrzy na twoje postępowanie. Chodź no tu… nie ciskaj się. Przecież o wszystkim można podyskutować.
ZBYSZKO
/ wchodząc do pokoju /
Jeżeli o Hance, to nie ma żadnej dyskusji. Tak będzie i basta.
JULIASIEWICZOWA
Naturalnie. I nie wyobrażaj sobie, że ja jestem przeciwna twemu projektowi. Owszem. Skoro chcesz „naprawiać” — tylko namawiać cię na to należy. Ciocia chciała, żebym twoją narzeczoną wzięła do siebie — ale…
ZBYSZKO
No?
JULIASIEWICZOWA
Odmówiłam.
ZBYSZKO
Czemu?
JULIASIEWICZOWA
Mam męża i… c'est le premier pas qui coute — a tam, gdzie nie ma zmysłu moralnego, jak u takiej dziewczyny — to nigdy nie wiadomo, co i jak.
ZBYSZKO
Czy to mi miałaś do powiedzenia?
JULIASIEWICZOWA
Ach, czekaj!… coś z Hanką trzeba zrobić. Na nową służbę nie pójdzie. Na „stancję” ją oddasz — Boże drogi! — takie milieu to ostatnia zgnilizna i rozpusta… a przy takich instynktach do dnia ślubu… Może na pensję… ale wątpię, czy wezmą, a potem…
ZBYSZKO
To są wszystko drwiny.
JULIASIEWICZOWA
Wątpię, czy mamcia ją będzie mogła długo trzymać w składziku… Cóż więc zrobisz?
ZBYSZKO
/ chodzi po pokoju i milczy /
JULIASIEWICZOWA
/ patrzy za nim /
Naturalnie — już o jakichkolwiek relacjach ze światem mowy być nie może.
ZBYSZKO
Gwiżdżę na świat.
JULIASIEWICZOWA
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia