lektury on-line

Kategorie

Moralność pani Dulskiej - Gabriela Zapolska - Strona 27

Daj, Anielko, coś słodkiego.
/ Dulska wychodzi. /
Pani Tadrachowa myśli, że Hanka może z czystym sumieniem iść za tego, co jej się trafia?
TADRACHOWA
Proszę wielmożnej pani, jak się jemu podoba, to chyba nie będzie taki skrupulant. To u państwa takie wymysły. A potem, czy ja wiem.
/ Dulska wraca z kieliszkiem likieru i stawia przed Tadrachową. /
JULIASIEWICZOWA
Pijcie!…
TADRACHOWA
Rączki całuję — rączki całuję
/ pije /
hi, hi, hi…
JULIASIEWICZOWA
Dobre?
TADRACHOWA
Aż mgli, takie dobre.
JULIASIEWICZOWA
Więc…
SCENA VI
/ Też same — Zbyszko /
TADRACHOWA
Rączki całuję wielmożnemu młodemu panu gospodarzowi… rączki całuję…
ZBYSZKO
Czekajcie no… to wyście mi kiedyś nosili ubranie do krawca?
TADRACHOWA
Ja, wielmożny panie — po ostatnim praniu.
ZBYSZKO
Wy jesteście krewna Hanki?
TADRACHOWA
Matka chrzestna.
ZBYSZKO
A to się doskonale składa. Muszę was zawiadomić, że ja się z Hanką żenię.
TADRACHOWA
Wielmożny pan ze mnie głupią robi!
ZBYSZKO
Żenię się!
/ patrzy na Dulską /
żenię się i to bardzo prędko. Chodziłem się dowiedzieć, jakie formalności. Gdzie Hanka chrzczona? Trzeba prędko jej metrykę. Rozumiecie? Zresztą przyjdźcie jutro, to się wszystko ułoży.
/ Wychodzi do siebie. /
TADRACHOWA
W imię Ojca i Syna… chyba wielmożny młody gospodarz jest pomylony, albo bardzo na honorze delikatny.
JULIASIEWICZOWA
Jak wy to rozumiecie?
TADRACHOWA
A no… proszę wielmożnych pań… ta ja ślepa nie jestem. Ja przecie wiedziałam, co i jak jest. Dość było popatrzeć, jak to Hanka przymizerniała. A beczy po kątach — a do mnie wpadała… Ja jej zawsze mówiłam: Nie becz — pan jest godny, z rodziców świętych, pan cię zabezpieczy. Ale żeby się aż żenił…
DULSKA
A cóż wy myślicie, że ja pozwolę na to małżeństwo!
TADRACHOWA
A, broń mnie Boże! Bez błogosławieństwa mamusi my ta do ołtarza nie pójdziemy. Ale chyba wielmożna pani gospodyni nie będzie dęba stawać, żeby się uczciwa rzecz nie stała… Skoro młody pan tak chce, to już od Boga natchniony, aby sierocie krzywdy nie robić. Całe jej wiano była ta uczciwość, a dziś nikt jej nie weźmie, bo bogactwem swego pohańbienia nie przykryje, a jeno jeszcze pieniędzami ludziom oczy mydlić można…
JULIASIEWICZOWA
Tak… macie rację… pieniędzmi… Może jeszcze kieliszeczek? — Anielciu!
DULSKA
Nie mam więcej.
JULIASIEWICZOWA
/ odprowadza Dulską /
Ciociu! może ofiarować pewną sumę…
DULSKA
Jezus, Maria — tylko się za kieszeń trzymaj!
JULIASIEWICZOWA
Trudno.
DULSKA
Pomów ty jeszcze ze Zbyszkiem — moja droga — może on ciebie usłucha. Bój się Boga… płacić… Jak on powie, że nie chce, to wszystko się ułoży. Pomów z nim!…
JULIASIEWICZOWA
Dobrze. Ale wie ciocia, że to będzie twardo.
/ do Tadrachowej /
Więc powiadacie, że pieniądze…
TADRACHOWA
To grunt, wielmożna pani. Taki już teraz świat. Jeden Judasz drugiego za pieniądze sprzeda. Oj czasy! czasy nastały. Ani paszy dla bydła, ani uczciwości ludzkiej.
JULIASIEWICZOWA
Macie rację. My tu jeszcze z panią gospodynią chcemy się naradzić.
TADRACHOWA
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia