Bom się urodził po kołtuńsku, aniele! bo w łonie matki już nim byłem — bo żebym skórę zdarł z siebie, mam tam pod spodem, w duszy, całą warstwę kołtunerii, której nic wyplenić nie zdoła. Coś taki nowy, taki inny walczy z tym podstawowym — szarpie się, ciska. Ale ja wiem, że to do czasu — że ten kołtun rodzinny weźmie mnie za łeb, że przyjdzie czas, gdy ja będę Felicjanem, będę odbierał czynsze, będę… no… Dulskim, pra–Dulskim, ober–Dulskim — że będę rodził Dulskich, całe legiony Dulskich — będę miał srebrne wesele i porządny nagrobek, z dala od samobójców. I nie będę zielony, ale nalany tłuszczem i nalany teoriami i będę mówił dużo o Bogu…
/ urywa — idzie do fortepianu i gra nerwowo. /
JULIASIEWICZOWA
/ podchodzi za nim /
Z kołtuństwa można się wyswobodzić.
ZBYSZKO
Nieprawda. Tobie się zdaje, że jesteś wyzwolona, bo masz trochę politury po wierzchu. Ale ty jesteś tylko zrobiona na mahoń — jak twoje secesyjne meble i twoje malowane włosy. To jest piętno… pani radczyni… piętno…
JULIASIEWICZOWA
/ grając z nim jedną ręką /
Czy ty się uczyłeś grać?
ZBYSZKO
Ja? nie znam ani jednej nuty. To tak we mnie coś gra… We mnie tłucze się także coś… ale to się wszystko z czasem zatłucze… e! co tam…
/ obejmuje ją /
Wiesz co… jesteś wcale… wcale…
JULIASIEWICZOWA
/ śmiejąc się /
Dajże mnie spokój!
ZBYSZKO
/ śmieje się /
Pasaże, moja droga… pasaże…
/ Hanka przechodzi przez pokój i rzuca ponure spojrzenie na nich oboje — wchodzi do kuchni. /
JULIASIEWICZOWA
/ patrzy za nią uważnie /
A wiesz, to ciekawe.
ZBYSZKO
Co takiego?
JULIASIEWICZOWA
Ta dziewczyna. Gdybyś widział, jak ona na nas popatrzyła… Ja na twoim miejscu…
ZBYSZKO
Ja też, jak będę miał czas…
JULIASIEWICZOWA
Nie rozumiesz mnie. Ja bym się właśnie daleko od niej trzymała.
ZBYSZKO
E!
JULIASIEWICZOWA
Jest zazdrosna. Będzie ci robić awantury.
ZBYSZKO
To by było kapitalne.
SCENA XIII
/ Ciż sami — Dulska /
DULSKA
/ do Zbyszka /
Jeszcze jesteś tutaj? Czy ci nie wstyd? Ojciec twój pracuje, ja pracuję — siostry…
ZBYSZKO
/ idzie do przedpokoju — bierze palto, kapelusz — wraca i ubiera się /
Mamciu! mamciu! czy się pracuje — czy nie, to wszystko idzie do jednego celu.
DULSKA
Nieprawda — my ludzie pracy, a próżniacy to…
ZBYSZKO
A przecież i my, i wy jednako…
DULSKA
Co? co?
ZBYSZKO
Wyciągniemy kopytka… pa!
/ do Juljasiewiczowej /
Pa, lalu!…
/ wychodzi. /
SCENA XIV
DULSKA
Straszne rzeczy… straszne… słyszałaś, jak on mówi! a to najgorsze, że taki zdolny — taki utalentowany! ta żeby chciał, to przed nim kariera — no… ale nie chce, nie chce… zaraz dadzą drugie śniadanie!… Nie chce, mówię ci… nie, nie. Tylko lumpuje i lumpuje. Jak weźmie te parę reńskich w biurze, tak ginie. I jak to wygląda!… Nic, tylko kawiarnie i spódnice.
/ Hanka wnosi tacę z wódką, serem i zakąską. /
Proszę cię — moja droga!
JULIASIEWICZOWA
Dziękuję cioci.
/ siadają do jedzenia /
On jest jakiś podrażniony… niezadowolniony…
DULSKA
/ z wybuchem /
Czy on sam wie, czego chce! Powinien Bogu dziękować — prosty, zdrów… Za twoje.
/ pije kieliszeczek /
Hanka!… idź posprzątaj u panicza.
/ Hanka wychodzi. /
JULIASIEWICZOWA
Źródło tekstu: Wolne Lektury.