JULIASIEWICZOWA
A już co to — to nie… Dziękuję za taki mebel. Nigdy nie wiadomo z takimi co w trawie piszczy. Ale trzeba rzeczywiście coś zrobić, bo i dla nas samych to bardzo nieprzyjemne. Mój mąż aż jeść kolacji nie mógł, jak się o tym dowiedział. Czy ona ma jaką rodzinę?
DULSKA
Ma tu tylko matkę chrzestną — praczkę…
JULIASIEWICZOWA
Trzeba ją tu sprowadzić.
DULSKA
Posłałam po nią kucharkę.
JULIASIEWICZOWA
Może się wyda coś o tej Hance… może ona już dobrze tam na wsi się bawiła. Jeżeli się Zbyszko dowie… choć według mego przekonania, Zbyszko jedynie tylko na złość cioci to wszystko zrobił.
DULSKA
/ z wybuchem /
Na złość mnie? matce?… i miej tu dzieci! Takem go chowała. Woziłam się z nim do Rabki — jak była ta matura, to niby… no… pokierowałam go do Prokuratorii Skarbu… a tu… a tu…
/ Płacze. /
JULIASIEWICZOWA
Proszę cioci się uspokoić. To nic nie pomoże. Tu trzeba radzić energicznie. Co ona mówi?
DULSKA
A cóż ona może mówić. Nic.
JULIASIEWICZOWA
To jeszcze całe szczęście, że ona zdaje się głupia — bo jakby tak wzięła na kieł. Niech jej ciocia da wódki i chleba z masłem.
DULSKA
Co?
JULIASIEWICZOWA
Już ja wiem co mówię. Miodem się muchy bierze, nie octem.
SCENA V
/ Dulska — Juliasiewiczowa — Tadrachowa /
TADRACHOWA
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
DULSKA
A to wy!…
/ do Juliasiewiczowej /
Ta praczka.
TADRACHOWA
Rączki całuję wielmożnej pani gospodyni. A cóż to, będzie znów duże pranie?
JULIASIEWICZOWA
Niech mnie ciocia pozwoli!
/ do Tadrachowej /
Nie, moja dobra kobieto — my tu was zawezwali całkiem o co innego.
TADRACHOWA
Rączki całuję…
JULIASIEWICZOWA
Tu chodzi o Hankę…
TADRACHOWA
A…
JULIASIEWICZOWA
Widzicie, tak się stało. Hance trafia się doskonały mąż.
DULSKA
Cóż ty…
JULIASIEWICZOWA
Zaraz ciociu — doskonały mąż. Otóż, ponieważ to jest poczciwy rzemieślnik — wychowanek cioci, więc my chcemy naprzód wiedzieć, jaka też to uczciwość Hanczyna, bo to w takiej małej mieścinie, to rozmaicie, jak to pani Tadrachowa wie…
TADRACHOWA
No, no… tak, wielmożna pani… niby… to swoja rzecz.
JULIASIEWICZOWA
Właśnie… więc co do Hanki. Jak się ona tam sprawiała w domu. Tylko niech Tadrachowa powie pod przysięgą — jak na spowiedzi, bo to ważna sprawa.
TADRACHOWA
Niby… co do Hanki? A, wielmożna pani — to dziewczyna była jak szklanka. Nawet rysy nie było.
JULIASIEWICZOWA
Moglibyście na to przysiąc?
TADRACHOWA
Przed Przenajświętszym Sakramentem. Za nią, jak za siebie.
JULIASIEWICZOWA
No… a ten finanz wach?
TADRACHOWA
To insza inszość. On się z nią zaręczył. Ale co do tamtego — to o!… tylko że nie było pieniędzy, niby na gospodarstwo, więc bez to się to ślimaczy. Ale to całkiem uczciwie i honorowo — to sam ksiądz proboszcz może poświadczyć.
JULIASIEWICZOWA
No… a tu, w mieście?
TADRACHOWA
A… to już… chyba wielmożna pani gospodyni wie, bo przecie dziewczyna niby tu… jakby pod opieką…
/ Chwila milczenia. /
JULIASIEWICZOWA
Może się pani Tadrachowa wódki napije.
TADRACHOWA
Rączki całuję wielmożnej pani — ja przysięgłam od wódki.
/ Śmieje się. /
JULIASIEWICZOWA
/ śmiejąc się /
Ale od likierku?
TADRACHOWA
No… chyba…
JULIASIEWICZOWA
/ do Dulskiej /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.