lektury on-line

Kategorie

Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett - Strona 80

Mary nie była pewna, czy potrafi tak jak Dick starać się wyglądać jak trawa, drzewa lub krzewy. Lecz on powiedział tę dziwną rzecz tak, jak coś zupełnie naturalnego, najprostszego na świecie i czuła, że dla niego to musi być nic. I w rzeczy samej przyglądała mu się uważnie przez kilka minut, bo ciekawa była, czy to możliwe, by się zrobił zielony i miał gałęzie i listki. Lecz on siedział tylko zupełnie nieruchomo, a mówiąc zniżał głos do tonów tak miękkich i słodkich, że dziwne było, iż go dosłyszeć zdołała:
— Budowanie gniazdek to także część wiosny — mówił. — Ręczę, że było tak samo od początku świata. Mają one swoje sposoby myślenia i działania, a ludzie nie powinni się do nich mieszać. Wiosną można łatwiej przyjaciela stracić niż w jakiejkolwiek porze roku, jeśli się jest zbyt ciekawym.
— Jeżeli będziemy mówili o gilu, to będę musiała na niego patrzeć — rzekła Mary jak mogła najciszej. — Musimy mówić o czym innym. Chcę ci coś powiedzieć.
— On by wolał, żebyśmy mówili o czym innym — rzekł Dick. — Co mi panienka chce powiedzieć?
— Czy ty wiesz o Colinie? — pytała szeptem.
Odwrócił głowę i spojrzał na nią.
— A co panienka wie o nim? — zapytał.
— Widziałam go. Przez ten tydzień co dzień z nim rozmawiałam. On chce, bym do niego przychodziła. Mówi, że gdy mnie widzi, to zapomina o tym, że jest chory i umierający — odpowiedziała Mary.
Skoro pierwsze zdumienie minęło, wyglądał Dick, jakby doznał uczucia wielkiej ulgi.
— Bardzo się z tego cieszę — wykrzyknął. — Z całego serca się cieszę. Teraz będzie mi lżej. Wiedziałem, że mi o nim mówić nie wolno, a nie lubię nic ukrywać.
— Nie chcesz ukrywać się z ogrodem? — spytała Mary.
— Nigdy bym o nim nie powiedział — odrzekł. — Ale mówię do matki: „Matko, mam tajemnicę, której nie mogę wydać. Nie jest to nic złego, ani brzydkiego. Nie jest to nic gorszego, jak żebym ukrywał, gdzie jakie gniazdko jakiegoś ptaszka. Nie gniewasz się na mnie, prawda?”.
Mary pragnęła zawsze słyszeć, co mówiła matka.
— Cóż matka powiedziała? — zapytała, nie lękając się usłyszeć odpowiedzi.
Dick uśmiechnął się błogo.
— Z góry można było przewidzieć, co powie — odparł. — Pogłaskała mnie po głowie, rozśmiała się i rzekła: „Moje dziecko, wolno ci mieć swoje sekrety, toć cię znam już dwanaście lat”.
— A skąd wiedziałeś o Colinie? — dopytywała Mary.
— Każdy, kto zna pana Cravena, wie, że ma syna, który będzie kaleką, i wiedzą też wszyscy, że pan Craven nie lubi, gdy się o nim mówi. Ludzie się martwią za jaśnie pana, bo pani Craven była tak śliczną, młodą panią i bardzo się kochali. Pani Medlock zatrzymuje się zawsze u nas, jadąc do Thwaite, i mówi matce o wszystkim przy nas, bo wie, że nas matka tak wychowała, że nam można zaufać. Jak się panienka o nim dowiedziała? Marta się okropnie bała ostatnimi czasy, gdy do domu przychodziła. Mówiła, że panienka słyszała go, jak krzyczał, i pytała jej co to znaczy, a ona nie wiedziała, co odpowiedzieć.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jadwiga Włodarkiewiczowa.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia