— Oboje jesteśmy na jawie — rzekła Mary. Rozejrzała się po pokoju, po wysokim sklepieniu, po cieniach kładących się w kątach, po przyćmionym świetle lampki nocnej. — Naprawdę, wygląda wszystko to jak sen; i jest teraz noc, i wszyscy w domu śpią, wszyscy, prócz nas dwojga. Oboje jesteśmy rozbudzeni.
— Nie chciałbym, żeby to był sen — rzekł chłopiec prędko.
Mary tknęła myśl nowa.
— Jeżeli nie lubisz, żeby na ciebie patrzono — rzekła — to może wolisz, żebym sobie poszła?
Colin wciąż trzymał koniec jej szala — teraz pociągnął go z lekka.
— Nie — odparł. — Gdybyś odeszła, byłbym pewny, żeś snem była tylko. Jeśliś jest naprawdę, to usiądź tu, na tym dużym fotelu i opowiadaj. Chciałbym wiedzieć coś o tobie.
Mary postawiła swą świecę na stoliku przy łóżku, sama zaś zasiadła wygodnie w miękkim fotelu. Nie miała wcale ochoty stąd odchodzić. Pragnęła zostać w tajemniczo ukrytym pokoju i rozmawiać z tym zagadkowym chłopcem.
— O czym chcesz, bym ci opowiadała? — spytała.
Colin chciał wiedzieć, od jak dawna była w Misselthwaite; chciał wiedzieć, na którym korytarzu znajdował się jej pokój; chciał wiedzieć jeszcze, co robiła; czy również nie lubiła stepu, jak on; gdzie mieszkała, zanim przybyła do Yorkshire. Mary odpowiadała na te pytania, jak i na wiele innych jeszcze, on zaś leżał na wznak na poduszkach i słuchał. Prosił ją, by mu opowiadała dużo o Indiach i o swej podróży przez ocean. Dziewczynka zauważyła, że Colin wskutek swego kalectwa nie znał wielu zabaw i gier, znanych innym dzieciom. Jedna z jego opiekunek nauczyła go czytać, gdy był jeszcze bardzo mały; teraz ciągle czytał i oglądał obrazki z wykwintnych wydawnictw.
Choć ojciec Colina rzadko widywał go, przysyłał mu jednakże mnóstwo pięknych rzeczy dla rozrywki. Jego wszakże nic nie zdawało się bawić. Mógł mieć zawsze wszystko, czego by zażądał, natomiast nie kazano mu nigdy robić nic, co by się z wolą jego nie zgadzało.
— Każdy musi robić to, co mnie się podoba — rzekł obojętnie. — Gniew mi bardzo szkodzi. Nikt nie wierzy, bym mógł żyć długo.
Powiedział to takim tonem, jakby się z tą myślą zżył i jakby mu to wszystko było całkiem obojętne. Dźwięk głosu Mary zdawał się być mu miły. Gdy mówiła, słuchał jej zaciekawiony, choć śpiący. Kilka razy zdawało jej się, że zaczął zapadać w drzemkę. Lecz naraz znów postawił pytanie, które dało im nowy temat.
— Ile masz lat? — zagadnął.
— Dziesięć — odparła Mary, zapominając się na chwilę — i ty tak samo.
— Skąd wiesz o tym? — spytał zdziwiony.
— Bo jak się urodziłeś, wtedy to drzwi ogrodu zostały zamknięte, a klucz zagrzebany. I dziesięć lat był ogród zamknięty.
Colin podniósł się nieco, łokieć opierając na poduszki.
— Jakie drzwi od ogrodu zostały zamknięte? Kto je zamknął? Gdzie pogrzebali klucz? — zawołał zaciekawiony ogromnie.
— To… to właśnie ten ogród, którego pan Craven nienawidzi — mówiła Mary nerwowo. — On to drzwi zamknął. Nikt, nikt nie wiedział, gdzie klucz jest zakopany.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jadwiga Włodarkiewiczowa.