lektury on-line

Kategorie

Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett - Strona 59

— Czuję się silniejsza, gdy się bawię na dworze, a wiatr od stepu wieje — dowodziła Mary.
— Gdzie się bawisz? — pytał dalej.
— Wszędzie — jąkała się Mary. — Matka Marty przysłała mi skakankę. Biegam więc i skaczę, i rozglądam się, czy już roślinki zaczynają kiełkować. Nie robię szkody żadnej.
— Nie rób takiej wystraszonej minki — rzekł głosem zmęczonym. — Przecież takie dziecko jak ty nie może szkody zrobić! Możesz robić, co tylko zechcesz.
Mary chwyciła się za gardło, gdyż zlękła się, że wuj dostrzec może wzruszenie, które jej prawie głos odebrało. Podeszła ku niemu o krok bliżej.
— Naprawdę? — spytała, drżąc cała.
Wystraszona jej twarzyczka zdawała się zasmucać go więcej niż zwykle.
— Nie rób takiej wystraszonej minki — zawołał znowu. — Naturalnie, że możesz. Jestem twym opiekunem, choć smutny ze mnie opiekun… dla każdego dziecka. Nie mogę poświęcić ci ani czasu, ani uwagi. Jestem zbyt chory, zbyt skołatany i zbyt roztargniony. Ale pragnąłbym widzieć cię szczęśliwą i zadowoloną. Nie umiem dzieciom dogadzać, ale pani Medlock ma pamiętać o wszystkich potrzebach twoich. Posłałem dzisiaj po ciebie, gdyż Sowerby powiedziała mi, że powinienem cię zobaczyć. Córka opowiadała jej o tobie. Ona uważa, że tobie trzeba świeżego powietrza, swobody i ruchu.
— Ona wie, czego dzieciom trzeba — rzekła znów Mary mimo woli.
— I powinna wiedzieć — rzekł pan Craven. — Zdawało mi się, że to trochę za śmiałe było zatrzymywać mnie na stepie, ale mi powiedziała, że pani Craven ją lubiła. — Zdało się, że zbyt wiele kosztuje go wymówić mu imię zmarłej żony. — To porządna kobieta. Widzę teraz, że rozsądnie mówiła. Baw się w ogrodzie, ile tylko zechcesz. Park jest bardzo rozległy, możesz się bawić, gdzie i jak zechcesz.
Potem dodał, jakby nową myślą tknięty:
— Czy masz jeszcze jakie pragnienia? Chciałabyś zabawek, książek, lalek?
— Czy mogłabym — rzekła, jąkając się, Mary — czy mogłabym dostać kawałeczek ziemi?
W zapale swym nie zdawała sobie sprawy, jak dziwnie zabrzmią te jej słowa i że wcale nie to chciała powiedzieć. Pan Craven zdawał się wprost przestraszony.
— Ziemi kawałek? — powtórzył. — Co przez to rozumiesz?
— No tak, żebym mogła siać i widzieć roślinki, jak rosną, jak się rozwijają i zaczynają żyć — mówiła Mary zająkliwie.
Popatrzył na nią i ręką przesunął po oczach.
— Czyż tak bardzo dbasz o ogródek? — wyrzekł z wolna.
— W Indiach tom nie dbała. Było mi wszystko jedno — odpowiedziała Mary. — Byłam zawsze chora i zmęczona i było tam zawsze zbyt gorąco. Czasem robiłam sobie w piasku klombiki i sadziłam niby to kwiatki. Ale tutaj to zupełnie co innego.
Pan Craven wstał z miejsca i począł wolno chodzić po pokoju.
— Kawałek ziemi — mówił do siebie, a Mary pomyślała, że musiała mu coś minionego przywieść na pamięć. Gdy się zatrzymał i przemówił do niej, oczy jego miały wyraz pełen słodyczy i dobroci.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jadwiga Włodarkiewiczowa.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia