lektury on-line

Kategorie

Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett - Strona 63

— Jesteś przecież naprawdę? — spytał. — Takie rzeczywiste sny miewam często. Może i ty snem jesteś.
Mary otuliła się była wełnianym szalem, gdy wychodziła z swego pokoju, a teraz koniec jego włożyła między jego palce.
— Potrzyj ten szal i zobacz, jaki on gruby i ciepły — rzekła. — Uszczypię cię trochę, jeśli chcesz, żeby ci pokazać, jaka jestem prawdziwa. Przez chwilkę ja też myślałam, że śnię.
— Skąd przyszłaś? — zapytał.
— Z mego pokoju. Wiatr świszczał, nie mogłam spać, usłyszałam, że ktoś płacze, chciałam dowiedzieć się, kto. Dlaczego płakałeś?
— Bo też nie mogłem zasnąć i głowa mnie bolała. Powiedz mi jeszcze raz, jak się nazywasz.
— Mary Lennox. Czy ci nikt nie mówił, że tu przyjechałam na stałe?
Trzymał wciąż w ręku fałdy jej szala, ale zdawał się już więcej wierzyć w jej rzeczywistość.
— Nie — odparł. — Nie wolno im.
— Dlaczego? — spytała Mary.
— Bo bym się był lękał, że zechcesz mnie widzieć. Nie lubię ludzi widzieć i rozmawiać z nimi.
— Ale dlaczego? — znów zapytała Mary, coraz bardziej zdziwiona.
— Bom zawsze taki jak teraz, chory i zmuszony leżeć. Ojciec też nie chce, żeby do mnie mówiono. I służbie rozpowiadać o mnie nie wolno. Jeśli będę żyć, to będę garbaty, ale ja umrę. Ojciec znieść nie może myśli, że będę taki, jak on.
— Boże! Cóż to za dom dziwny! — zawołała Mary. — Cóż za dziwny dom! Wszystko jest otoczone tajemnicą. Poryglowane pokoje, poryglowane ogrody, teraz znów ty! Czy i ciebie zamykają?
— Nie. Ale nie życzę sobie ruszać się z tego pokoju. Zbytnio mnie to męczy.
— Czy ojciec twój przychodzi cię odwiedzać? — zaryzykowała Mary pytanie.
— Czasami. Najczęściej, gdy śpię. Ojciec nie pragnie mnie widzieć.
— Dlaczego? — Mary nie mogła wstrzymać się od zapytania znowu.
Coś jakby cień złości przysłonił oczy chłopca.
— Matka moja umarła, gdym się urodził, więc ojciec straszne ma uczucie, gdy patrzy na mnie. On myśli, że o tym nie wiem, ale słyszałem, jak sobie ludzie mówili. Ojciec nienawidzi mnie.
— On i ogrodu nienawidzi, bo ona umarła — rzekła Mary, mówiąc jakby do siebie.
— Jakiego ogrodu? — spytał chłopiec.
— Och! No… no jednego ogrodu, który twoja matka lubiła — jąkała Mary. — Czy zawsze tu byłeś?
— Prawie zawsze. Czasem wywozili mnie do różnych miejscowości nad morze, ale nie chcę tam jeździć, bo na mnie wszyscy patrzą. Zwykle nosiłem taki żelazny przyrząd, żebym się prosto trzymał, ale przyjechał do mnie pewien wielki doktor z Londynu i powiedział, że to nie ma sensu. Kazał mi zdjąć ten przyrząd i dużo przebywać na świeżym powietrzu. Nie znoszę świeżego powietrza i nie pragnę wcale wychodzić na dwór.
— Ja też z początku nie lubiłam, gdym tu przyjechała — rzekła Mary. — Ale dlaczego tak mi się wciąż uparcie przyglądasz?
— Myślę sobie o snach, które bywają takie rzeczywiste — odparł ofukliwie. — Czasem, gdy oczy otworzę, wierzyć nie mogę, żem na jawie.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jadwiga Włodarkiewiczowa.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia