lektury on-line

Kategorie

Tajemniczy ogród - Frances Hodgson Burnett - Strona 56

Podniósł kurtkę z trawy i wyjął z kieszeni niezdarne zawiniątko z grubej, czystej chustki niebieskiej w białe cętki. Były w niej dwa grube kawałki chleba z kawałkiem czegoś jeszcze pośrodku.
— Zwykle dostaję sam chleb tylko — objaśnił Dick — alem dziś dostał kawałek tłustej słoninki.
Mary pomyślała, że to dziwny obiad, ale Dick zdawał się bardzo z niego zadowolony.
— Niech panienka spieszy się zjeść obiad — rzekł. — Ja się prędko z moim uwinę. Jeszcze tu trochę popracuję, zanim do domu pójdę.
Usiadł na ziemi, opierając się o drzewo.
— Zawołam tu sobie gila — powiedział — dam mu skórkę słoniny do dziobania. Gil bardzo lubi tłustość.
Mary trudno było się z nim rozstać. Naraz wydało jej się, że Dick to wróżka leśna, która zniknie i której nie zastanie, gdy po obiedzie wróci do ogrodu. Wydawał się zbyt dobry, by mógł być rzeczywistością. Z wolna podeszła na pół drogi ku drzwiom, po czym zatrzymała się i zawróciła.
— Cokolwiek by się stało, nigdy nic nie powiesz? — rzekła.
Czerwone jak maki policzki chłopca wydęte były pierwszym kęsem chleba z słoniną, lecz usiłował zachęcająco się uśmiechnąć.
— A gdyby panienka była mysikrólikiem i pokazała mi swoje gniazdko, czy sądzi panienka, że bym komukolwiek powiedział? Nie, ja nie jestem taki. Panienka może spokojna być jak mysikróliczek.
I Mary rzeczywiście była całkiem spokojna.
Rozdział XII. „Czy mogłabym dostać kawałek ziemi?”
Mary biegła tak szybko, że zdyszana zupełnie wpadła do swego pokoju. Włosy miała w nieładzie, twarzyczkę zarumienioną. Obiad już na nią czekał na stole, Marta zaś stała opodal.
— Troszkę się panienka spóźniła — rzekła. — Gdzie to panienka była tak długo?
— Widziałam Dicka! — wołała Mary. — Widziałam Dicka!
— Wiedziałam, że przyjdzie — rzekła Marta uradowana. — Jak się panience podobał?
— Zdaje mi się… zdaje mi się, że on jest bardzo piękny! — rzekła Mary bardzo stanowczo.
Marta zdziwiła się bardzo, ale była uszczęśliwiona równocześnie.
— No tak — powiedziała. — To najlepszy chłopak pod słońcem, ale nam się nigdy nie zdawało, żeby on był ładny. Zanadto mu nos w górę leci.
— Lubię zadarte nosy — odrzekła Mary.
— A oczy ma takie okrągłe — powątpiewająco dorzuciła Marta. — Choć kolor mają ładny.
— Lubię oczy okrągłe, a kolor mają zupełnie taki, jak niebo nad stepem — odparła jej Mary.
Marta promieniała.
— Matka mówi, że on ma taki kolor oczu od ciągłego wypatrywania ptaszków w obłokach. Ale gębę to ma szeroką, prawda?
— Lubię jego szerokie usta — rzekła Mary z uporem — i chciałabym mieć takie same.
Marta roześmiała się rozkosznie.
— Wyglądałyby one dopiero zabawnie w takiej malutkiej twarzyczce — rzekła. — Ale wiedziałam, że tak będzie, jak go panienka zobaczy. A jak się tam panience podobały nasionka i narzędzia?
— Skąd wiesz, że mi je przyniósł? — zapytała Mary.
— Przecież wiedziałam, że przynieść musi. Musiał przynieść, skoro był w Yorkshire. To taki rzetelny chłopak.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jadwiga Włodarkiewiczowa.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia