lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 5

/ Chrzest — Goście — Ojciec Beniamin — Ojciec Chrzestny — Matka Chrzestna — mamka z dzieckiem — na sofie na boku siedzi Żona — w głębi służący. /
PIERWSZY GOŚĆ
/ po cichu /
Dziwna rzecz, gdzie Hrabia się podział. —
DRUGI GOŚĆ
Zabałamucił się gdzieś lub pisze. —
PIERWSZY GOŚĆ
A Pani blada, niewyspana, słowa do nikogo nie przemówiła.
TRZECI GOŚĆ
Chrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na które zaprosiwszy gospodarz, zgra się wilią w karty, a potem gości przyjmuje z grzecznością rozpaczy. —
CZWARTY GOŚĆ
Opuściłem śliczną księżniczkę — przyszedłem — sądziłem, że będzie sute śniadanie, a zamiast tego, jako Pismo mówi, płacz i zgrzytanie zębów. —
OJCIEC BENIAMIN
Jerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty?
OJCIEC I MATKA CHRZESTNA
Przyjmuję. —
JEDEN Z GOŚCI
Patrzcie, wstała i stąpa, jak gdyby we śnie. —
DRUGI GOŚĆ
Roztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi. —
TRZECI GOŚĆ
Co mówicie! — Podajmy jej ramię, bo zemdleje. —
OJCIEC BENIAMIN
Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego?
OJCIEC I MATKA CHRZESTNA
Wyrzekam się. —
JEDEN Z GOŚCI
Cyt — słuchajcie. —
ŻONA
/ kładąc dłonie na głowie dziecięcia /
Gdzie ojciec twój, Orcio? —
OJCIEC BENIAMIN
Proszę nie przerywać. —
ŻONA
Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. — Bądź poetą, aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. —
MATKA CHRZESTNA
Ale pozwólże, moja Marysiu. —
ŻONA
Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz — a wtedy on twojej matce przebaczy. —
OJCIEC BENIAMIN
Bój się Pani Hrabina Boga. —
ŻONA
Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą. —
/ mdleje — wynoszą ją sługi /
GOŚCIE
/ razem /
Coś nadzwyczajnego zaszło w tym domu, wychodźmy, wychodźmy! —
/ Tymczasem obrzęd się kończy — dziecię płaczące odnoszą do kolebki. /
OJCIEC CHRZESTNY
/ przed kolebką /
Jerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego, a później zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem — pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawet za Ojczyznę zginąć jest pięknie…
/ Wychodzą wszyscy. /
*
/ Piękna okolica — wzgórza i łasy — góry w oddali. /
MĄŻ
Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu — świat ludzi zostawiłem z tyłu — niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się dźbłem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu. —
GŁOS DZIEWICY
Tędy — tędy. —
/ przechodzi /
*
/ Góry i przepaście ponad morzem — gęste chmury — burza. — /
MĄŻ
Gdzie mi się podziała — nagle rozpłynęły się wonie poranku, pogoda się zaćmiła — stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przeraźliwie. —
GŁOS DZIEWICY
/ w oddaleniu /
Do mnie, mój luby.
MĄŻ
Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. —
GŁOS
/ w pobliżu /
Gdzie skrzydła twoje? —
MĄŻ
Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. —
GŁOS DRUGI
U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! — i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej — wielka dusza — serce wielkie. —
MĄŻ
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia