lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 12

A cóż?
LEKARZ
Powieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile. —
/ do Orcia /
Śmiej się Pan z tego — Pan będziesz zdrów jak ja. —
/ do Męża /
Nie ma nadziei. — Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy — nieczuła na światło — osłabienie zupełne nerwu optycznego. —
ORCIO
Mgłą zachodzi mi wszystko — wszystko. —
MĄŻ
Prawda — rozwarta — Szara — bez życia. —
ORCIO
Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma. —
LEKARZ
Myśl w nim ciało przepsuła — należy się bać katalepsji. —
MĄŻ
/ odprowadzając Lekarza na stronę /
Wszystko, co zażądasz — pół mojego majątku —
LEKARZ
Dezorganizacja nie może się zreorganizować. —
/ bierze kij i kapelusz /
Najniższy sługa Pana Hrabiego, muszę jechać zdjąć jednej pani kataraktę. —
MĄŻ
Zmiłuj się, nie opuszczaj nas jeszcze. —
LEKARZ
Może Pan ciekawy nazwiska tej choroby?
MĄŻ
I żadnej, żadnej nie ma nadziei?
LEKARZ
Zowie się po grecku, amaurosis. Jest to ślepota spowodowana chorobą czy uszkodzeniem nerwu wzrokowego lub zmianami w mózgu. —
/ wychodzi /
MĄŻ
/ przyciskając syna do piersi /
Ale ty widzisz jeszcze cokolwiek?
ORCIO
Słyszę głos twój, Ojcze. —
MĄŻ
Spojrzyj w okno, tam słońce, pogoda. —
ORCIO
Pełno postaci mi się wije między źrzenicą a powieką — widzę twarze widziane, znajome miejsca — karty książek czytanych. —
MĄŻ
To widzisz jeszcze?
ORCIO
Tak, oczyma duszy, lecz tamte pogasły. —
MĄŻ
/ padając na kolana /
/ Chwila milczenia. /
Przed kim ukląkłem — gdzie mam się upomnieć o krzywdę mojego dziecka? —
/ wstając /
Milczmy raczej — Bóg się z modlitw, Szatan z przeklęstw śmieje. —
GŁOS SKĄDSIŚ
Twój syn poetą — czegóż żądasz więcej?
*
/ Lekarz — Ojciec Chrzestny /
OJCIEC CHRZESTNY
Zapewnie, to wielkie nieszczęście być ślepym. —
LEKARZ
I bardzo nadzwyczajne w tak młodym wieku. —
OJCIEC CHRZESTNY
Był zawsze słabej kompleksji, i matka jego umarła nieco… tak…
LEKARZ
Jak to?
OJCIEC CHRZESTNY
Poniekąd tak — Wać Pan rozumiesz — bez piątej klepki. —
/ Mąż wchodzi. /
MĄŻ
Przepraszam Pana, żem go prosił o tak późnej godzinie, ale od kilku dni mój biedny syn budzi się zawsze około dwunastej, wstaje i przez sen mówi — proszę za mną. —
LEKARZ
Chodźmy. — Jestem bardzo ciekawy owego fenomenu. —
*
/ Pokój sypialny. — Służąca — Krewni — Ojciec Chrzestny — Lekarz — Mąż. — /
KREWNY
Cicho. —
DRUGI
Obudził się, a nas nie słyszy.
LEKARZ
Proszę Panów nic nie mówić. —
OJCIEC CHRZESTNY
To rzecz arcydziwna. —
ORCIO
/ wstając /
O Boże — Boże. —
KREWNY
Jak powoli stąpa. —
DRUGI
Jak trzyma ręce założone na piersiach. —
TRZECI
Nie mrugnie powieką — ledwo że usta roztwiera, a przecie głos ostry, przeciągły z nich się dobywa. —
SŁUŻĄCY
Jezusie Nazareński!
ORCIO
Precz ode mnie ciemności — jam się urodził synem światła i pieśni — co chcecie ode mnie? — czego żądacie ode mnie? —
Nie poddam się wam, choć wzrok mój uleciał z wiatrami i goni gdzieś po przestrzeniach — ale on wróci kiedyś, bogaty w promienie gwiazd, i oczy moje rozogni płomieniem. —
OJCIEC CHRZESTNY
Tak jak nieboszczka, plecie sam nie wie co — to widok bardzo zastanawiający. —
LEKARZ
Zgadzam się z Panem Dobrodziejem. —
MAMKA
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia