lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 23

Boże, daj mi potęgę, której nie odmawiałeś mi niegdyś — a w jedno słowo zamknę świat ten nowy, ogromny — on siebie sam nie pojmuje. — Lecz to słowo moje będzie poezją przyszłości. —
GŁOS W POWIETRZU
Dramat układasz.
MĄŻ
Dzięki za radę. — Zemsta za zhańbione popioły ojców moich — przeklęstwo nowym pokoleniom — ich wir mnie otacza — ale nie porwie za sobą. — Orle, orle, dotrzymaj obietnicy! — A teraz na dół ze mną i do jaru Św. Ignacego.
PRZECHRZTA
Już dzień bliski — nie pójdę dalej. —
MĄŻ
Drogę mi znajdź — puszczę cię potem. —
PRZECHRZTA
Wśród mgły i zwalisk, cierni i popiołów gdzie mnie wleczesz? — Daruj mi, daruj. —
MĄŻ
Naprzód, naprzód i na dół ze mną! — Ostatnie pieśni ludu konają za nami. — ledwo gdzie jeszcze tli się pochodnia — pośród tych wyziewów bladych, tych zroszonych drzew czy widzisz cienie przeszłości — czy słyszysz te żałobne głosy? —
PRZECHRZTA
Mgła wszystko zalewa — coraz bardziej zlatujemy w dół. —
CHÓR DUCHÓW Z LASU
Płaczmy za Chrystusem, za Chrystusem wygnanym, umęczonym — gdzie Bóg nasz, gdzie kościół Jego? —
MĄŻ
Prędzej, prędzej do miecza, do boju! — Ja Go wam oddam — na tysiącach krzyżów rozkrzyżuję nieprzyjaciół Jego. —
CHÓR DUCHÓW
Strzegliśmy ołtarzy i pomników świętych — odgłos dzwonów na skrzydłach nosiliśmy wiernym — w dźwiękach organów były głosy nasze — w połyskach szyb katedry, w cieniach jej filarów, w blaskach pucharu świętego, w błogosławieństwie Ciała Pańskiego było życie nasze. Teraz gdzie się podziejemy? —
MĄŻ
Rozwidnia się coraz bardziej — ich postacie mdleją w promieniach zorzy. —
PRZECHRZTA
Tędy droga twoja, tam jaru początek. —
MĄŻ
Hej! — Jezus i szabla moja! —
/ zrzucając czapkę i zawijając w niej pieniądze /
Weź na pamiątkę rzecz i godło zarazem. —
PRZECHRZTA
Wszak zaręczyłeś mi słowem, JW. Panie, bezpieczeństwo tego, który dziś o północy…
MĄŻ
Stary szlachcic dwa razy nie powtarza słowa — Jezus i szabla moja! —
GŁOSY W KRZAKACH
Maryja i szabla nasza — niech pan nasz żyje! —
MĄŻ
Wiara! do mnie — bądź zdrów, obywatelu! —
Wiara! do mnie — Jezus i Maryja! —
*
/ Noc — krzaki — drzewa. — /
PANKRACY
/ do swoich ludzi /
Położyć się twarzą do murawy — leżeć w milczeniu — ognia mi nie krzesać, nawet do fajki — a za pierwszym strzałem skoczyć mi na pomoc. — Jeśli strzału nie będzie, nie ruszać się do dnia białego. —
LEONARD
Obywatelu, raz cię jeszcze zaklinam. —
PANKRACY
Ty przylep się do tej sosny i dumaj. —
LEONARD
Mnie jednego przynajmniej weź z sobą — to pan, to arystokrata, to kłamca. —
PANKRACY
/ wskazuje mu ręką, by został /
Stara szlachta słowa dotrzymuje czasem.
*
/ Komnata podłużna — obrazy dam i rycerzy porozwieszane po ścianach — w głębi filar z tarczą herbowną — Mąż siedzi przy stoliku marmurowym, na którym lampa, para pistoletów, pałasz i zegar — naprzeciwko drugi stolik, srebrne konwie i puchary. /
MĄŻ
Niegdyś o tej samej porze wśród grożących niebezpieczeństw i podobnych myśli Brutusowi ukazał się geniusz Cezara. —
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia