lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 33

Ostatnimi naszymi nabojami skropieni odstąpili, ale tam w dole się gromadzą i niedługo wrócą do szturmu — darmo, nikt losu przeznaczonego nie uszedł, od kiedy świat światem. —
MĄŻ
Nie ma już więcej kartaczy? —
JAKUB
Ani kul, ani lotek, ani śrutu — wszystko się przebiera nareszcie. —
MĄŻ
A więc syna mi przyprowadź, bym go raz jeszcze uściskał. —
/ Jakub odchodzi. /
Dym bitwy zamglił oczy moje — zda mi się, jakby dolina wzdymała się i opadała nazad — skały w sto kątów łamią się i krzyżują — dziwnym szykiem także ciągną myśli moje. —
/ siada na murze /
Człowiekiem być nie warto — Aniołem nie warto. — Pierwszy z Archaniołów po kilku wiekach, tak jak my po kilku latach bytu, uczuł nudę w sercu swoim i zapragnął potężniejszych sił. — Trza być Bogiem lub nicością. —
/ Jakub przychodzi z Orciem. /
Weź kilku naszych, obejdź sale zamkowe i pędź do murów wszystkich, co spotkasz. —
JAKUB
Bankierów i hrabiów, i książąt. —
/ odchodzi /
MĄŻ
Chodź, synu — połóż tu rękę swoją na dłoni mojej — czołem ust moich się dotknij — czoło matki twojej niegdyś było takiej samej bieli i miękkości. —
ORCIO
Słyszałem głos jej dzisiaj, nim zerwali się męże twoi do broni — słowa jej płynęły tak lekko jak wonie, i mówiła: „Dziś wieczorem zasiądziesz przy mnie”. —
MĄŻ
Czy wspomniała choćby imię moje? —
ORCIO
Mówiła: „Dziś wieczorem czekam na syna mego”. —
MĄŻ
/ na stronie /
U końca drogi czyż opadnie mnie siła? — Nie daj tego, Boże! — Za jedną chwilę odwagi masz mnie więźniem twoim przez wieczność całą. —
/ głośno /
O synu, przebacz, żem ci dał życie — rozstajemy się — czy wiesz, na jak długo? —
ORCIO
Weź mnie i nie puszczaj — nie puszczaj — ja cię pociągnę za sobą. —
MĄŻ
Różne drogi nasze — ty zapomnisz o mnie wśród chórów anielskich, ty kropli rosy nie rzucisz mi z góry. — O Jerzy — Jerzy! — O synu mój! —
ORCIO
Co za krzyki! — Drżę cały — coraz groźniej — coraz bliżej — huk dział i strzelb się rozlega — godzina ostatnia, przepowiedziana, ciągnie ku nam. —
MĄŻ
Śpieszaj, śpieszaj, Jakubie! —
/ Orszak hrabiów i książąt przechodzi przez dolny dziedziniec — Jakub z żołnierzami idzie za nim. /
GLOS JEDEN
Daliście odłamki broni i bić się każecie. —
GŁOS DRUGI
Henryku, ulituj się! —
TRZECI
Nie gnaj nas słabych, zgłodniałych ku murom! —
INNE GŁOSY
Gdzie nas pędzą — gdzie?
MĄŻ
/ do nich /
Na śmierć. —
/ do syna /
Tym uściskiem chciałbym się z tobą połączyć na wieki — ale trza mi w inszą stronę. —
/ Orcio pada, trafiony kulą. /
GŁOS W GÓRZE
Do mnie, do mnie duchu czysty — do mnie, synu mój! —
MĄŻ
Hej! do mnie, ludzie moi! —
/ dobywa szabli i przykłada do ust leżącego /
Klinga szklanna jak wprzódy — oddech i życie uleciały razem. — Hej! tu — naprzód — już się wdarli na długość szabli mojej — nazad, w przepaść, syny wolności! —
/ Zamieszanie i bitwa. /
*
/ Insza strona okopów — słychać odgłosy walki — Jakub rozciągnięty na murze — Mąż nadbiega, krwią oblany. /
MĄŻ
Cóż ci jest, mój wierny, mój stary? —
JAKUB
Niech ci czart odpłaci w piekle upór twój i męki moje. — Tak mi Panie Boże dopomóż! —
/ umiera /
MĄŻ
/ rzucając płaszcz /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia