lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 19

Chociażeście moi bracia w wolności, nie jesteście moimi braćmi w geniuszu — po zwycięstwie dowie się każdy o moich planach. —
/ odchodzi /
MĄŻ
/ do Przechrzty /
Radzę wam, go zabijcie, bo tak się poczyna każda Arystokracja. —
RZEMIEŚLNIK
Przeklęstwo — przeklęstwo. —
MĄŻ
Cóż robisz pod tym drzewem, biedny człowiecze — czemu patrzysz tak dziko i mgławo? —
RZEMIEŚLNIK
Przeklęstwo kupcom, dyrektorom fabryki — najlepsze lata, w których inni ludzie kochają dziewczyny, biją się na otwartym polu, żeglują po otwartych morzach, ja prześlęczałem w ciasnej komorze, nad warsztatem jedwabiu. —
MĄŻ
Wychylże czarę, którą trzymasz w dłoni. —
RZEMIEŚLNIK
Sił nie mam — podnieść do ust nie mogę — ledwo się tutaj przyczołgałem, ale dla mnie już nie zaświta dzień wolności. — Przeklęstwo kupcom, co jedwab sprzedają, i panom, co noszą jedwabie — przeklęstwo — przeklęstwo!
/ umiera /
PRZECHRZTA
Jaki brzydki trup. —
MĄŻ
Tchórzu wolności, obywatelu Przechrzto, patrz na tę głowę bez życia, pływającą w pokrwawie zachodzącego słońca. —
Gdzie się podzieją teraz wasze wyrazy, wasze obietnice — równość — doskonałość i szczęście rodu ludzkiego? —
PRZECHRZTA
/ na stronie /
Bodajbyś także za wcześnie zdechł i ciało twoje psy rozerwały na sztuki. —
/ głośno /
Puszczaj mnie — muszę zdać sprawę z mojego poselstwa. —
MĄŻ
Powiesz, żem cię miał za szpiega i dlatego zatrzymał. —
/ obziera się naokoło /
Odgłosy biesiady głuchną z tyłu — przed nami już same tylko sosny i świerki, oblane promieńmi wieczoru. —
PRZECHRZTA
Nad drzewami skupiają się chmury — lepiej byś wrócił do swoich ludzi, którzy i tak już od dawna czekają na ciebie w jarze Świętego Ignacego. —
MĄŻ
Dzięki ci za troskliwość, mości Żydzie — nazad! — Chcę obywateli raz jeszcze w zmierzchu obejrzyć. —
GŁOS POMIĘDZY DRZEWAMI
Syn chamów dobranoc zasyła staremu słonku.
GŁOS Z PRAWEJ
Zdrowie twoje, dawny wrogu nasz, coś nas pędził do pracy i znoju — jutro, wschodząc, zastaniesz twoich niewolników przy mięsiwie i konwiach — a teraz, szklanko, idź do czarta! —
PRZECHRZTA
Orszak chłopów tu ciągnie. —
MĄŻ
Nie wyrwiesz się — stój za tym pniem i milcz.
CHÓR CHŁOPÓW
Naprzód, naprzód, pod namioty, do braci naszych — naprzód, naprzód, pod cień jaworów, na sen, na miłą wieczorną gawędkę — tam dziewki nas czekają — tam woły pobite, dawne pługów zaprzęgi, czekają nas.
GŁOS JEDEN
Ciągnę go i wlokę, zżyma się i opiera — idź w rekruty — idź! —
GŁOS PANA
Dzieci moje, litości, litości. —
GŁOS DRUGI
Wróć mi wszystkie dni pańszczyzny. —
GŁOS TRZECI
Wskrześ mi syna, Panie, spod batogów kozackich. —
GŁOS CZWARTY
Chamy piją zdrowie twoje, Panie — przepraszają cię, Panie.
CHÓR CHŁOPÓW
/ przechodząc /
Upiór ssał krew i poty nasze — mamy upiora — nie puścim upiora — przez biesa, przez biesa, ty zginiesz wysoko, jako pan, jako wielki pan, wzniesion nad nami wszystkimi. — Panom tyranom śmierć — nam biednym, nam głodnym, nam strudzonym jeść, spać i pić. — Jako snopy na polu, tak ich trupy będą — jako plewy w młockarniach, tak perzyny ich zamków — przez kosy nasze, siekiery i cepy, bracia, naprzód. —
MĄŻ
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia