Nie mogłem twarzy dojrzeć wśród zastępów. —
PRZECHRZTA
Może jaki przyjaciel lub krewny JW–go. —
MĄŻ
Nim pogardzam, a was nienawidzę — poezja to wszystko ozłoci kiedyś. — Dalej, Żydzie — dalej! —
/ zapuszcza się w krzaki /
*
/ Inna część boru — wzgórze z rozpalonymi ogniami — zgromadzenie ludzi przy pochodniach. /
MĄŻ
/ na dole, wysuwając się zza drzew z Przechrztą /
Gałęzie podarły na łachmany moją czapkę wolności. — A to co za piekło z rudawych płomieni, wznoszące się wśród tych dwóch ścian lasu, tych dwóch nawałów ciemności? —
PRZECHRZTA
Zabłądziliśmy, szukając wąwozu Świętego Ignacego — nazad w krzaki, bo tu Leonard odprawia obrzędy nowej wiary. —
MĄŻ
/ wstępując /
Przez Boga, naprzód! — tegom żądał właśnie, nie lękaj się, nikt nas nie pozna. —
PRZECHRZTA
Ostrożnie — powoli. —
MĄŻ
Wszędzie rozwaliny jakiegoś ogromu, który musiał wieki przetrwać, nim runął — filary, podnóża, kapitele, ćwiertowane posągi, rozrzucone floresy, którymi oplatano starodawne sklepienia — teraz mi pod stopą zamignęła stłuczona szyba — zda się, że twarz Bogarodzicy na chwilę wyjrzała z cieniu i znów tam ciemno — tu, patrz, cała arkada leży — tu krata żelazna, zasypana gruzem — z góry lunął błysk pochodni — widzę pół rycerza śpiącego na połowie grobu — gdzież jestem, przewodniku? —
PRZECHRZTA
Nasi ludzie krwawo pracowali przez czterdzieści dni i nocy, aż wreszcie zburzyli ostatni kościół — na tych równinach. — Teraz właśnie cmentarz mijamy.
MĄŻ
Wasze pieśni, ludzie nowi, gorzko brzmią w moich uszach — czarne postacie z tyłu, z przodu, po bokach się cisną, a pędzone wiatrem blaski i cienie przechadzają się po tłumie, jak żyjące duchy. —
PRZECHODZĄCY
W imieniu Wolności pozdrawiam was obu. —
DRUGI
Przez śmierć panów witam was obu. —
TRZECI
Czego się nie śpieszycie? Tam śpiewają kapłani Wolności. —
PRZECHRZTA
Niepodobna się oprzeć — zewsząd nas pchają. —
MĄŻ
Któż jest ten młody człowiek, na gruzach przybytku stojący? — Trzy ogniska palą się pod nim, wśród dymu i łuny twarz jego płonie, głos jego brzmi szaleństwem. —
PRZECHRZTA
To Leonard, prorok natchnięty Wolności — naokoło stoją nasze kapłany, filozofy, poeci, artyści, córki ich i kochanki. —
MĄŻ
Ha! wasza arystokracja — pokaż mi tego, który cię przysłał. —
PRZECHRZTA
Nie widzę go tutaj. —
LEONARD
Dajcie mi ją do ust, do piersi, w objęcia, dajcie piękną moją, niepodległą, wyzwoloną, obnażoną z zasłon i przesądów, wybraną spośród córek Wolności, oblubienicę moją. —
GŁOS DZIEWICY
Wyrywam się do ciebie, mój kochanku. —
DRUGI GŁOS
Patrz, ramiona wyciągam do ciebie — upadłam z niemocy — tarzam się po zgliszczach, kochanku mój. —
TRZECI GŁOS
Wyprzedziłam je — przez popiół i żar, ogień i dym stąpam ku tobie, kochanku mój. —
MĄŻ
Z rozpuszczonym włosem, z dyszącą piersią wdziera się na gruzy namiętnymi podrzuty.
PRZECHRZTA
Tak co noc bywa. —
LEONARD
Do mnie, do mnie, o rozkoszo moja — córo Wolności. — Ty drżysz w boskim szale. — Natchnienie, ogarnij mą duszę — słuchajcie wszyscy — teraz wam prorokować będę. —
MĄŻ
Głowę pochyliła, mdleje. —
LEONARD
Źródło tekstu: Wolne Lektury.