lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 4

Bogu dzięki, że już raz się odbędzie ten obrządek — że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie — bo choć już chrzczony z wody, zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś. —
/ idzie do kolebki /
Śpij, moje dziecię — czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę — ot, tak — teraz leż tak. — Orcio mi dzisiaj niespokojny — mój maleńki — mój śliczny, śpij. —
MĄŻ
/ na stronie /
Parno — duszno — burza się gotuje — rychłoż tam ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje? —
ŻONA
/ wraca, siada do fortepianu, gra i przerywa, znowu grać zaczyna i przestaje znowu /
Dzisiaj, wczoraj ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie — i wszyscy, których widzę, mówią mi, że źle wyglądam. —
MĄŻ
/ na stronie /
Nadeszła godzina nic jej nie odwlecze.—
/ głośno /
Zdaje mi się owszem, że dobrze wyglądasz.
ŻONA
Tobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. — Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy — a nie mogłam nic znaleźć takiego, co by cię obrazić mogło. —
MĄŻ
Nie obraziłaś mnie.
ŻONA
Mój Boże — mój Boże!
MĄŻ
Czuję, że powinienem cię kochać. —
ŻONA
Dobiłeś mnie tym jednym: „powinienem”. — Ach! lepiej wstań i powiedz — „nie kocham” — przynajmniej już będę wiedziała wszystko — wszystko. —
/ zrywa się i bierze dziecko z kolebki /
Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę — dziecko moje kochaj — dziecko moje, Henryku. —
/ przyklęka /
MĄŻ
/ podnosząc /
Nie zważaj na to, com powiedział — napadają mnie często złe chwile — nudy. —
ŻONA
O jedno słowo cię proszę — o jedną obietnicę tylko — powiedz, że go zawsze kochać będziesz. —
MĄŻ
I ciebie, i jego — wierzaj mi.
/ Całuje ją w czoło — a ona go obejmuje ramionami — Wtem grzmot słychać — zaraz potem muzykę — akord po akordzie, i coraz dziksze. /
ŻONA
Co to znaczy?
/ dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa. /
/ Wchodzi Dziewica. /
[DZIEWICA]
O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz — chodź za mną. —
O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. — Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy. — Jam twoja. —
ŻONA
Najświętsza Panno, ratuj mnie! — to widmo blade, jak umarły — oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży. —
MĄŻ
Twe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba. —
ŻONA
Całun w szmatach opada jej z ramion. —
MĄŻ
Światło leje się naokoło ciebie — głos twój raz jeszcze — niechaj zaginę potem. —
DZIEWICA
Ta, która cię wstrzymuje, jest złudzeniem. — Jej życie znikome — jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych — ale ja nie przeminę. —
ŻONA
Henryku, Henryku, zasłoń mnie, nie daj mnie — czuję siarkę i zaduch grobowy. —
MĄŻ
Kobieto z gliny i błota, nie zazdrość, nie potwarzaj — nie bluźń — patrz — to myśl pierwsza Boga o tobie, ale tyś poszła za radą węża i stałaś się, czym jesteś. —
ŻONA
Nie puszczę cię. —
MĄŻ
O luba! rzucam dom i idę za tobą. —
/ wychodzi /
ŻONA
Henryku — Henryku —
/ mdleje i pada z dzieckiem — drugi grzmot /
*
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia