lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 17

Z najszczerszym zapałem się złożyli co do jednego i przynieśli sto tysięcy.
PANKRACY
Jutro zaproszę ich na wieczerzę. — Czy słyszałeś co nowego o hrabim Henryku? —
LEONARD
Pogardzam zanadto panami, bym wierzył temu, co o nim mówią — upadające rasy energii nie mają — mieć nie powinny, nie mogą. —
PANKRACY
On jednak zbiera swoich włościan i, zaufany w ich przywiązaniu, gotuje się iść na odsiecz zamkowi Świętej Trójcy.
LEONARD
Kto nam zdoła się oprzeć — przecie w nas wcieliła się Idea wieku naszego. —
PANKRACY
Ja chcę go widzieć — spojrzeć mu w oczy — przeniknąć do głębi serca — przeciągnąć na naszą stronę. —
LEONARD
Zabity arystokrata. —
PANKRACY
Ale poeta zarazem. — Teraz zostaw mnie samym. —
LEONARD
Przebaczasz mi, Obywatelu?
PANKRACY
Zaśnij spokojnie — gdybym ci nie przebaczył, już byś zasnął na wieki. —
LEONARD
Jutro nic nie będzie? —
PANKRACY
Dobrej nocy i miłego marzenia. —
/ Leonard wychodzi. /
Hej, Leonardzie! —
LEONARD
/ wracając /
Obywatelu Wodzu —
PANKRACY
Pojutrze w nocy pójdziesz ze mną do hrabiego Henryka. —
LEONARD
Słyszałem. —
/ wychodzi /
PANKRACY
Dlaczegóż mnie, wodzowi tysiąców, ten jeden człowiek na zawadzie stoi? — Siły jego małe w porównaniu z moimi — kilkaset chłopów, ślepo wierzących jego słowu, przywiązanych miłością swojskich zwierząt… To nędza, to zero. — Czemuż tak pragnę go widzieć, omamić — czyż duch mój napotkał równego sobie i na chwilę się zatrzymał? — Ostatnia to zapora dla mnie na tych równinach — trza ją obalić, a potem… Myśli moja, czyż nie zdołasz łudzić siebie, jako drugich łudzisz — wstydź się, przecie ty znasz swój cel, ty jesteś myślą — panią ludu — w tobie zeszła się wola i potęga wszystkich — i co zbrodnią dla innych, to chwałą dla ciebie. — Ludziom podłym, nieznanym, nadałaś imiona — ludziom bez czucia wiarę nadałaś — świat na podobieństwo swoje — świat nowy utworzyłaś naokoło siebie — a sama błąkasz się i nie wiesz, czym jesteś. — Nie, nie, nie — ty jesteś wielką!
/ pada na krzesło i duma /
*
/ Bór — porozwieszane płótna na drzewach — w środku łąka, na której stoi szubienica — szałasy — namioty — ogniska — beczki — tłumy ludzi. /
MĄŻ
/ przebrany, w czarnym płaszczu, z czapką czerwoną wolności na głowie, wchodzi trzymając Przechrztę za ramię /
Pamiętaj! —
PRZECHRZTA
/ po cichu /
JW. Panie, oprowadzę cię — nie wydam cię, na honor. —
MĄŻ
Mrugnij okiem, palec podnieś, a w łeb ci strzelę — możesz się domyślić, że nie dbam o życie twoje… kiedym własne na to odważył. —
PRZECHRZTA
Aj waj — żelaznymi kleszczami dłoń mi ściskasz — cóż mam robić!
MĄŻ
Mów ze mną jak ze znajomym, z przyjacielem nowo przybyłym. — Cóż to za taniec? —
PRZECHRZTA
Taniec wolnych ludzi. Tańcują mężczyźni i kobiety wokoło szubienicy i śpiewają.
CHÓR
Chleba, zarobku, drzewa na opał w zimie, odpoczynku w lecie! — Hura — Hura!
Bóg nad nami nie miał litości — Hura — Hura! —
Królowie nad nami nie mieli litości — Hura — Hura! —
Panowie nad nami nie mieli litości — Hura! —
My dziś Bogu, królom i panom za służbę podziękujem — Hura — Hura! —
MĄŻ
/ do dziewczyny /
Cieszy mnie, żeś tak rumiana i wesoła.
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia