lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 34

Niepotrzebnyś mi dłużej — wyginęli moi, a tamci klęcząc wyciągają ramiona ku zwycięzcom i bełkocą o miłosierdzie! —
/ spoziera naokoło /
Nie nadchodzą jeszcze w tę stronę — jeszcze czas — odpocznijmy chwilę. — Ha! już się wdarli na wieżę północną — ludzie nowi się wdarli na wieżę północną — i patrzą, czy gdzie nie odkryją hrabiego Henryka. — Jestem tu — jestem — ale wy mnie sądzić nie będziecie. — Ja się już wybrałem w drogę — ja stąpam ku sądowi Boga. —
/ staje na odłamku baszty, wiszącym nad samą przepaścią /
Widzę ją całą czarną, obszarami ciemności płynącą do mnie, wieczność moją bez brzegów, bez wysep, bez końca, a pośrodku jej Bóg, jak słońce, co się wiecznie pali — wiecznie jaśnieje — a nic nie oświeca. —
/ krokiem dalej się posuwa /
Biegną, zobaczyli mnie — Jezus, Maryja! — Poezjo, bądź mi przeklęta, jako ja sam będę na wieki! — Ramiona, idźcie i przerzynajcie te wały!
/ skacze w przepaść /
*
/ Dziedziniec zamkowy. — Pankracy — Leonard — Bianchetti na czele tłumów — przed nimi przechodzą Hrabiowie, Książęta, z żonami i dziećmi, w łańcuchach. — /
PANKRACY
Twoje imię? —
HRABIA
Krzysztof na Volsagunie. —
PANKRACY
Ostatni raz go wymówiłeś — a twoje?
KSIĄŻĘ
Władysław, pan Czarnolasu. —
PANKRACY
Ostatni raz go wymówiłeś — a twoje?
BARON
Aleksander z Godalberg. —
PANKRACY
Wymazane spośród żyjących — idź! —
BIANCHETTI
/ do Leonarda /
Dwa miesiące nas trzymali, a nędzny rząd armat i lada jakie parapety. —
LEONARD
Czy dużo ich tam jeszcze? —
PANKRACY
Oddaję ci wszystkich — niech ich krew płynie dla przykładu świata — a kto z was mi powie, gdzie Henryk, temu daruję życie. —
RÓŻNE GŁOSY
Zniknął przy samym końcu. —
OJCIEC CHRZESTNY
Staję teraz jako pośrednik między tobą a niewolnikami twoimi — tymi przezacnego rodu obywatelami, którzy, wielki człowiecze, klucze zamku Św. Trójcy złożyli w ręce twoje.
PANKRACY
Pośredników nie znam tam, gdzie zwyciężyłem siłą własną. — Sam dopilnujesz ich śmierci. —
OJCIEC CHRZESTNY
Całe życie moje obywatelskim było, czego są dowody niemałe, a jeślim się połączył z wami, to nie na to, bym własnych braci szlachtę…
PANKRACY
Wziąść starego doktrynera — precz; w jedną drogę z nimi! —
/ Żołnierze otaczają Ojca Chrzestnego i niewolników. /
Gdzie Henryk? — czy kto z was nie widział go żywym lub umarłym? — Wór pełny złota za Henryka — choćby za trupa jego! —
/ Oddział zbrojnych schodzi z murów. /
A wy nie widzieliście Henryka? —
NACZELNIK ODDZIAŁU
Obywatelu wodzu, udałem się za rozkazem generała Bianchetti ku stronie zachodniej szańców, zaraz na początku wejścia naszego do fortecy, i na trzecim zakręcie bastionu ujrzałem człowieka rannego i stojącego bez broni przy ciele drugiego. — Kazałem podwoić kroku, by schwytać — ale nim zdążyliśmy, ów człowiek zeszedł trochę niżej, stanął na głazie chwiejącym się i patrzał chwilę obłąkanym wzrokiem — potem wyciągnął ręce jak pływacz, który ma dać nurka, i pchnął się z całej siły naprzód — słyszeliśmy wszyscy odgłos ciała spadającego po urwiskach — a oto szabla, znaleziona kilka kroków dalej. —
PANKRACY
/ biorąc szablę /
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia