Najświętsza Panno Częstochowska, weź mi oczy i daj jemu. —
ORCIO
Matko moja, proszę cię — matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzył drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem. —
KREWNY
Co myślisz, bracie, to wymaga rady familijnej. —
DRUGI
Czekaj — cicho. —
ORCIO
Nie odpowiadasz mi — o matko! nie opuszczaj mnie. —
LEKARZ
/ do Męża /
Obowiązkiem moim jest prawdę mówić. —
OJCIEC CHRZESTNY
Tak jest — to jest obowiązkiem — i zaletą lekarzy, Panie Konsyliarzu.
LEKARZ
Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną drażliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczewiście tu napotykamy. —
MĄŻ
/ na stronie /
Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy. —
LEKARZ
Chciałbym pióra i kałamarza — Cerasi laurei dwa grana etc. etc. …
MĄŻ
W tamtym pokoju Pan znajdziesz — proszę wszystkich, by wyszli. —
GŁOSY POMIESZANE
Dobranoc — dobranoc — do jutra —
/ wychodzą /
ORCIO
/ budząc się /
Dobrej nocy mi życzą — mówcie o długiej nocy — o wiecznej może — ale nie o dobrej, nie o szczęśliwej. —
MĄŻ
Wesprzyj się na mnie, odprowadzę cię do łóżka. —
ORCIO
Ojcze, co to się ma znaczyć? —
MĄŻ
Okryj się dobrze i zaśnij spokojnie, bo doktor mówi, że wzrok odzyskasz. —
ORCIO
Tak mi niedobrze — sen mi przerwały głosy czyjeś. —
/ zasypia /
MĄŻ
Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie — nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęścia, ni światła, ni sławy — a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. — Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi — o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu? —
MAMKA
/ u drzwi /
Pan Konsyliarz każe JW. Pana prosić. —
MĄŻ
Dobra moja Katarzyno, zostań się przy małym. —
/ wychodzi /
CZĘŚĆ TRZECIA
Do pieśni — do pieśni.
Kto ją zacznie, kto jej dokończy? — Dajcie mi przeszłość, zbrojną w stal, powiewną rycerskimi pióry. — Gotyckie wieże wywołam przed oczy wasze — rzucę cień katedr świętych na głowy wam. — Ale to nie to — tego już nigdy nie będzie. —
*
Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz — łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstydźcie się, wstydźcie wszyscy, mali i wielcy, — a mimo was, mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca — walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko — bo krwi dużo — krew wszędzie — krwi dużo, powiadam wam. —
*
Źródło tekstu: Wolne Lektury.