Pięćdziesięciu hulało tu przed chwilą i za każdym słowem moim krzyczało — Vivat — czy choć jeden zrozumiał myśli moje? — pojął koniec drogi, u początku której hałasuje? — Ach! servile imitatorum pecus. —
/ Wchodzi Leonard i Przechrzta. /
Czy znasz hrabiego Henryka?
PRZECHRZTA
Wielki Obywatelu, z widzenia raczej niż z rozmowy — raz tylko, pamiętam, przechodząc na Boże Ciało, krzyknął mi — „Ustąp się” — i spojrzał na mnie wzrokiem pana — za co mu ślubowałem stryczek w duszy mojej. —
PANKRACY
Jutro jak najraniej wybierzesz się do niego i oświadczysz, że chcę się z nim widzieć osobiście, potajemnie, pojutrze w nocy. —
PRZECHRZTA
Wiele mi dasz ludzi? Bo nieostrożnie byłoby się puszczać samemu. —
PANKRACY
Puścisz się sam, moje imię strażą twoją — szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj, plecami twymi. —
PRZECHRZTA
Aj waj!
PANKRACY
Powiesz, że przyjdę do niego o dwunastej w nocy, pojutrze. —
PRZECHRZTA
A jak mnie każe zamknąć lub obije? —
PANKRACY
To będziesz męczennikiem za Wolność Ludu. —
PRZECHRZTA
Wszystko, wszystko za Wolność Ludu —
/ na stronie /
Aj waj —
PANKRACY
Dobranoc, Obywatelu. —
/ Przechrzta wychodzi. /
LEONARD
Na co ta odwłoka, te półśrodki, układy — rozmowy? — Kiedym przysiągł uwielbiać i słuchać ciebie, to że cię miałem za bohatera ostateczności, za orła lecącego wprost do celu, za człowieka stawiającego siebie i swoich wszystkich na jedną kartę. —
PANKRACY
Milcz, dziecko. —
LEONARD
Wszyscy gotowi — przechrzty broń ukuli i powrozów nasnuli — tłumy krzyczą, wołają o rozkaz; daj rozkaz, a on pójdzie jak iskra, jak błyskawica, i w płomień się zamieni, i przejdzie w grom. —
PANKRACY
Krew ci bije do głowy — to konieczność lat twoich, a z nią walczyć nie umiesz i to nazywasz zapałem. —
LEONARD
Rozważ, co czynisz. Arystokraty w bezsilności swojej zawarli się w Św. Trójcy i czekają naszego przybycia jak noża gilotyny. — Naprzód, Mistrzu, bez zwłoki naprzód, i po nich.
PANKRACY
Wszystko jedno — oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie legnąć muszą. —
LEONARD
Kogóż się boisz — któż cię wstrzymuje? —
PANKRACY
Nikt — jedno wola moja. —
LEONARD
I na ślepo jej mam wierzyć?
PANKRACY
Zaprawdę ci powiadam — na ślepo. —
LEONARD
Ty nas zdradzasz. —
PANKRACY
Jak zwrotka u pieśni, tak zdrada u końca każdej mowy twojej — nie krzycz, bo gdyby nas kto podsłuchał…
LEONARD
Tu szpiegów nie ma, a potem cóż?…
PANKRACY
Nic — tylko pięć kul w twoich piersiach za to, żeś śmiał głos podnieść o ton jeden wyżej w mojej przytomności. —
/ przystępuje do niego /
Wierz mi — daj sobie pokój. —
LEONARD
Uniosłem się, przyznaję — ale nie boję się kary. — Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż. —
PANKRACY
Jesteś żywy, pełny nadziei i wierzysz głęboko — najszczęśliwszy z ludzi, nie chcę pozbawiać cię życia. —
LEONARD
Co mówisz? —
PANKRACY
Myśl więcej, gadaj mniej, a kiedyś mnie zrozumiesz. — Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków? —
LEONARD
Posłałem Dejca z oddziałem. —
PANKRACY
A składka szewców oddana do kasy naszej?
LEONARD
Źródło tekstu: Wolne Lektury.