lektury on-line

Kategorie

Nie-Boska komedia - Zygmunt Krasiński - Strona 21

My oboje obrazem rodu ludzkiego, wyzwolonego, zmartwychwstającego — patrzcie — stoim na rozwalinach starych kształtów, starego Boga. — Chwała nam, bośmy członki Jego rozerwali, teraz proch i pył z nich — a duch Jego zwyciężyli naszymi duchami — duch Jego zstąpił do nicości. —
CHÓR NIEWIAST
Szczęśliwa, szczęśliwa oblubienica Proroka — my tu na dole stoimy i zazdrościm jej chwały. —
LEONARD
Świat nowy ogłaszam — Bogu nowemu oddaję niebiosa. Panie swobody i rozkoszy, Boże ludu, każda ofiara zemsty, trup każdego ciemięzcy twoim niech będzie ołtarzem — w oceanie krwi utoną stare łzy i cierpienia rodu ludzkiego — życiem jego odtąd szczęście — prawem jego równość — a kto inne tworzy, temu stryczek i przeklęstwo. —
CHÓR MĘŻÓW
Rozpadła się budowa ucisku i dumy — kto z niej choć kamyczek podniesie, temu śmierć i przeklęstwo.
PRZECHRZTA
/ na stronie /
Bluźnierce Jehowy, po trzykroć pluję na zgubę wam. —
MĄŻ
Orle, dotrzymaj obietnicy, a ja tu na ich karkach nowy kościół Chrystusowi postawię. —
POMIESZANE GŁOSY
Wolność — szczęście — hura! — hejże! — rykacha! — hurracha! — hurracha!
CHÓR KAPŁANÓW
Gdzie pany, gdzie króle, co niedawno przechadzali się po ziemi w berłach i koronach, w dumie i gniewie? —
ZABÓJCA
Ja zabiłem króla Aleksandra. —
DRUGI
Ja króla Henryka. —
TRZECI
Ja króla Emanuela. —
LEONARD
Idźcie bez trwogi i mordujcie bez wyrzutów — boście wybrani z wybranych, święci wśród najświętszych — boście męczennikami — bohaterami Wolności. —
CHÓR ZABÓJCÓW
Pójdziemy nocą ciemną, sztylety ściskając w dłoniach, pójdziemy, pójdziemy. —
LEONARD
Obudź się, urodziwa moja. —
/ Grzmot słychać. /
Nuż, odpowiedzcie żyjącemu Bogu — wznieście pieśni wasze — chodźcie za mną wszyscy, wszyscy, jeszcze raz obejdziem i zdepcem świątynię umarłego Boga. —
A ty podnieś głowę — powstań i obudź się.
DZIEWICA
Pałam miłością ku tobie i Bogu twemu, światu całemu miłość rozdam moją — płonę — płonę.
MĄŻ
Ktoś mu zabiegł — padł na kolana — mocuje się sam z sobą, coś bełkoce, coś jęczy. —
PRZECHRZTA
Widzę, widzę, to syn sławnego filozofa.
LEONARD
Czego żądasz, Hermanie? —
HERMAN
Arcykapłanie, daj mi święcenie zbójeckie.
LEONARD
/ do kapłanów /
Podajcie mi olej, sztylet i truciznę.
/ do Hermana /
Olejem, którym dawniej namaszczano królów, na zgubę królom namaszczam cię dzisiaj — broń dawnych rycerzy i Panów na zatratę panów kładę w ręce twoje — na twoich Piersiach zawieszam medalion, pełny trucizny tam, gdzie twoje żelazo nie dojdzie, niech ona żre i pali wnętrzności tyranów. — Idź i niszcz stare pokolenia po wszech stronach świata. —
MĄŻ
Ruszył z miejsca i na czele orszaku ciągnie po wzgórzu. —
PRZECHRZTA
Usuńmy się z drogi. —
MĄŻ
Nie — chcę tego snu dokończyć. —
PRZECHRZTA
Po trzykroć pluję na ciebie. —
/ do Męża /
Leonard może mnie poznać, JW. Panie — patrz, jaki nóż wisi na jego piersiach. —
MĄŻ
Zakryj się płaszczem moim. — Co to za niewiasty przed nim tańcują? —
PRZECHRZTA
Hrabiny i księżniczki, które porzuciwszy mężów przeszły na wiarę naszą. —
MĄŻ
Źródło tekstu: Wolne Lektury.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia