lektury on-line

Kategorie

Opowieść wigilijna - Charles Dickens - Strona 58

— Nie pojmuję doprawdy, co się ze mną dzieje! — mówił, śmiejąc się i płacząc jednocześnie, przy czym wdziewał skarpetki na ręce, stając się podobny do statui Laokoona opasanego wężami. — Jestem lekki jak piórko; szczęśliwy jak anioł; wesoły jak student; oszołomiony jak pijak! Życzę wszystkim, całemu światu, wesołych świąt i pomyślnego Nowego Roku! Wiwat! Wiwat!
W podskokach pobiegł do pokoju bawialnego i tam przystanął zadyszany.
— Wszystko w porządku! — wołał, rozglądając się dokoła. — Oto rondelek, w którym odgrzewałem swój kleik! Oto drzwi, przez które wszedł duch Marleya! Oto miejsce, gdzie siedział Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia! Oto okno, z którego patrzyłem na błądzące w powietrzu duchy! Wszystko w porządku! Wszystko na swoim miejscu! Wszystko prawda! Wszystko to się działo! Ha, ha, ha!
Z ust człowieka, który przez tyle lat się nie śmiał, śmiech teraz wydobywał się dziwnie… Był to jakby początek nieskończonego, radosnego śmiechu przyszłości.
— Nie wiem, którego dziś mamy — monologował Scrooge — nie wiem też, jak długo przebywałem z duchami. Nic nie wiem. Jestem jak nowo narodzone dziecko. Ale mniejsza z tym. Właśnie pragnę być dzieckiem. Wiwat!…
Jego okrzyki zostały przytłumione przez dzwony kościelne, które wydobywały z siebie najweselsze brzmienia, jakie kiedykolwiek zdarzyło mu się słyszeć.
— Diń, diń, don, bum! Diń, diń, don, bum! Ding, dong! Ding dong!
Cudownie! Wspaniale! Zachwycająco!
Pobiegł do okna, otworzył je i wychylił się z niego.
Ani mgły, ani wilgoci.
Jasny, pogodny, mroźny dzień, jeden z tych, które rzeźwią i rozweselają duszę, pobudzając krew do energiczniejszego krążenia. Promieniejące słońce, jasne niebo, czyste powietrze, wesoły odgłos dzwonów!
Wspaniale! Zachwycająco!
— Co to dziś mamy za dzień? — zapytał przez okno małego chłopca w odświętnym ubraniu, który zatrzymał się przed oknem może dlatego, żeby się Scrooge'owi przypatrzeć.
— Co? — mruknął chłopiec mocno zdziwiony.
— Pytam, jaki dzień dziś mamy, mój chłopaczku — powtórzył Sorooge.
— Dzisiaj? Oczywiście Boże Narodzenie — odparł chłopiec.
— Boże Narodzenie? — szepnął Sorooge. — Więc go nie straciłem. Duchy dokonały wszystkiego w ciągu jednej nocy. Rozumie się, że mogą one robić wszystko, co im się żywnie podoba. Kto by o tym śmiał wątpić. Wiadomo, że są wszechwładne. Hej! Pójdź tu bliżej, miły chłopaczku!
— Czego pan sobie życzy?
— Czy wiesz, gdzie jest sklep z drobiem? Z bitym drobiem? O tam, na rogu drugiej ulicy.
— Wiem. Znam doskonale ten sklep.
— Mądry chłopak! — szepnął do siebie Scrooge. — Inteligentny chłopak! Bardzo roztropny chłopak.
A głośno dodał:
— Nie wiesz przypadkiem, czy nie sprzedali tego wielkiego indyka, który wczoraj wieczorem jeszcze wisiał w oknie wystawy? Tego największego?
— Aha, tego tak wielkiego, jak, nie przymierzając, ja cały?
— Dowcipny chłopak! Zdumiewający chłopak! — zachwycał się Scrooge. — Prawdziwa przyjemność rozmawiać z takim malcem… Tak, tak, mój koteczku, ten sam.
— Wisi tam jeszcze.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: nieznany.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia