— Alboż nie ma więzień? — przerwał mu Scrooge.
— Niestety, mamy ich jeszcze bardzo wiele! — odparł jałmużnik, odkładając na bok pióro.
— A przytułki, domy pracy i domy poprawy, czy te instytucje przestały istnieć? — zapytał znów Scrooge.
— I one, oczywiście, istnieją, chociaż należy pragnąć, żeby się stały niepotrzebne.
— A zatem wszystkie te instytucje istnieją i są czynne? — badał gościa w dalszym ciągu Scrooge.
— Są bardzo czynne, bez chwili wypoczynku — brzmiała odpowiedź.
— Chwała Bogu! Pańskie żądanie i to, co pan na wstępie powiedziałeś, przyprawiło mnie o obawę, że coś wstrzymało ich użyteczną działalność. Bardzo mnie cieszy, że tak nie jest. Zachwycony jestem moją omyłką.
— Ponieważ wiadomo powszechnie, że instytucje wspomniane, pomimo usilnych zabiegów, nie są w stanie po chrześcijańsku zaspokoić potrzeb ani duchowych, ani cielesnych wielkich mas nędzarzy, przychodzimy im z pomocą, zbierając ofiary na dostarczenie choć najbiedniejszym jadła, napojów i środków do ogrzania zlodowaciałych ich mieszkań. Wybieramy ten czas, ponieważ w te wielkie święta bieda najwięcej daje się we znaki, a dostatek najwięcej się raduje i używa. Na jaką sumę mam pana zapisać?
— Proszę mnie wcale nie zapisywać — odpowiedział Scrooge.
— Rozumiem, życzysz pan sobie pozostać ofiarodawcą bezimiennym?
— Życzę sobie, aby mnie zostawiono w spokoju — rzekł Scrooge. — Skoro mnie panowie pytacie o moje życzenia, oto jest odpowiedź. Nie cieszę się ani używam sam podczas świąt Bożego Narodzenia i nie stać mnie na to, abym przyczyniał się do wesołości i używania próżniaków. Wspieram instytucje, o których wspomniałem; kosztują mnie one dosyć; tam niech więc udadzą się ci, którym nie jest dobrze we własnych domach.
— Wielu nie może się tam dostać, a wielu wolałoby raczej umrzeć, niż tam się znaleźć — zauważył jałmużnik.
— Skoro wielu wolałoby raczej umrzeć — odparł Scrooge — niechże to uczynią i tym sposobem zmniejszą nadmiar ludności. Zresztą, proszę wybaczyć, ja się na tych sprawach nie znam i w ogóle mało mnie one obchodzą.
— Możesz się pan z nimi zapoznać bardzo łatwo, trzeba tylko trochę serca i dobrej woli.
— Ani myślę, to nie mój interes. Wystarcza, jeżeli człowiek zna i rozumie swój własny interes i nie miesza się do cudzego. Mój pochłania mnie całkowicie. Zatem: mam honor pożegnać szanownych panów.
Jałmużnicy, widząc, że nic tu nie wskórają, wzruszyli tylko ramionami i wyszli. Scrooge zaś zabrał się do pracy w znacznie lepszym niż zazwyczaj usposobieniu.
Tymczasem mgła i ciemność tak zgęstniały, że na ulicach zjawili się ludzie i biegali z pozapalanymi latarniami, ofiarując się iść przed końmi ciągnącymi powozy i prowadzić je po właściwej drodze. Starożytna wieża kościoła, z której gotyckiego okna ciekawie spoglądał wciąż na Scrooge'a stary rozbity dzwon, zniknęła i ów dzwon wybijał godziny oraz kwadranse wśród mgły z tak silnymi wibracjami, jak gdyby mu zęby szczękały z zimna.
Mróz bowiem z każdą niemal chwilą się wzmagał.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: nieznany.