lektury on-line

Kategorie

Opowieść wigilijna - Charles Dickens - Strona 44

Była to zabawa „tak i nie”. Siostrzeniec Scrooge'a miał o czymś pomyśleć, a reszta towarzystwa powinna była odgadnąć, co to takiego; na wszystkie pytania mógł odpowiadać: „tak” albo „nie”. Pod krzyżowym ogniem pytań, na które był wystawiony, musiał się przyznać, że kolejno: myślał o zwierzęciu, o żywym zwierzęciu, o niemiłym zwierzęciu, o dzikim zwierzęciu, o zwierzęciu, które czasami mruczało, czasami mówiło, mieszkało w Londynie, chodziło po ulicach, nie było wystawione na widok publiczny, nie było przez nikogo wodzone, nie znajdowało się w menażerii, nie było zabijane w rzeźni, nie było ani koniem, ani osłem, ani krową, ani bykiem, ani tygrysem, and psem, ani świnią, ani kotem, ani niedźwiedziem.
Przy każdym odgadnięciu niewłaściwym siostrzeniec wybuchał szalonym śmiechem, a nawet zrywał się z kanapy i skakał po pokoju. W końcu pulchna jego kuzynka, wpadłszy również w szał wesołości, zawołała:
— Już go mam! Wiem, co to! Wiem!
— Więc powiedz…
— To twój wujaszek, Scro-o-ge!
Zgadła.
Wszyscy byli zachwyceni, chociaż słusznie ktoś zauważył, że na pytanie czy to jest niedźwiedź, odpowiedź powinna była wypaść: „tak”, ponieważ zaprzeczenie odwróciłoby myśli uczestników zabawy od Scrooge'a, jeśliby istotnie o nim myśleli.
— Sprawiedliwość przede wszystkim! — odezwał się siostrzeniec Scrooge'a. — Bawimy się jego kosztem, więc byłoby niewdzięcznością nie wypić jego zdrowia. Dalej! Niech każdy weźmie szklankę wina i… zdrowie wuja Scrooge'a!
— Zdrowie wuja Scrooge'a! — zawołali wszyscy.
— Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku staruszkowi, jakikolwiek on tam jest! — ciągnął Fred dalej. — Nie chciał przyjąć ode mnie tych życzeń, jednak ja mu je składam. Niech żyje wuj Scrooge!
Wujowi Scrooge zrobiło się tak wesoło i lekko na sercu, że byłby podziękował siostrzeńcowi i całemu towarzystwu, chociażby nieuchwytnym dla nich głosem, gdyby Duch pozwolił na to. Lecz cała scena znikła mu z oczu z ostatnimi słowami siostrzeńca, a on wraz z Duchem znów ruszyli dalej.
Widzieli wiele ciekawych obrazów, zaszli daleko, odwiedzili wiele ognisk domowych, a wszędzie Duch przynosił z sobą pogodę umysłu i szczerą radość.
Zatrzymywał się przy łożach chorych, darząc ich zdrowiem; pocieszał wygnańców, którzy czuli się wtedy jakby w kraju rodzinnym; zrozpaczonym ciężką walką o byt ukazywał nadzieję lepszej przyszłości, godząc ich z losem; zbliżał się do nędzarzy, którzy zapominali wtedy o swoich cierpieniach.
W przytułku, szpitalu, więzieniu, w każdym schronieniu nędzy i nieszczęścia, gdyż próżny i pyszny człowiek swoją marną, niedaleko sięgającą władzą nie mógł mu tam wzbronić wstępu — wszędzie zostawiał cząstkę swoich dobrodziejstw, dając w ten sposób Scrooge'owi przykład miłosierdzia.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: nieznany.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia