lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 96

Odyseja - Homer - Strona 96

Lecz ciebie twa małżonka nie zdradzi bezczelnie,
Bo szlachetność i zacne mieszkają pochopy
W sercu Ikariosowej córy, Penelopy. Kiedyśmy szli na wojnę, tyś ją kobieciną
Młodą w domu zostawił, u piersi z chłopczyną,
Który dziś już w poważnych mężów wstąpił grona. Ojciec go wracający przyciśnie do łona
I syn szczęśliwy ojcu rzuci się w objęcia! Mnie nawet żona moja widokiem dziecięcia
Oczu napaść nie dała, zgładziła mnie wprzódy! Ale powiedz mi szczerze, szczerze, bez obłudy! Czyś co o mego syna nie zasłyszał losie,
Bądź w Orchomenie, bądź też w piaszczystym Pylosie,
Bądź w Sparcie na Atrydy Menelaja dworze? Gdyż mój Orest na ziemi żyw jeszcze w tej porze. —
Tak pytał; jam mu na to: — Atrydo! Daremnie
Chcesz mnie zbadać, gdyż nic się nie dowiesz ode mnie:
Bo nie wiem, a na próżno gadać nie przystało. —
Gdy nas dwóch tak na przemian z sobą rozmawiało,
Mieszając w nasze smutki łzę rzewną co chwila,
Pomknęła ku nam dusza Pelida Achilla,
Za nią dusza Patrokla z Antilocha duszą,
Wreszcie Ajas, co kształtem i olbrzymią tuszą
Wszystkie gasił Danaje — Achilla nie liczę. Owóż duch Ajakidy od razu oblicze
Poznał moje i taką powitał mnie mową:
— Laertiado Odysie! O zuchwała głowo! Na jakiż czyn się zrywasz, większy niźli wszystko,
Coś zrobił! Po co wszedłeś w to zmarłych siedlisko,
Gdzie z ludzi tylko cienie mdławe i bezwiedne? Tak mówił, jam mu słowo posłał odpowiedne:
— O Achillu! Ty chwało i ozdobo nasza! Przyszedłem tutaj gwoli wieszcza Tejresjasza,
By wróżył, czy rodzinną Itakę zobaczę! Dotąd bowiem wciąż życie pędziłem tułacze,
I nogą nie postawszy w Achai ni w domu. Lecz z twym szczęściem, Achillu, czy można się komu
Równać z nas? Jak bóg czczony byłeś ty na ziemi,
A dziś, będąc w Hadesie, trzęsiesz umarłemi;
Przeto nie masz ty czego na swój zgon narzekać. —
Rzekłem; on z odpowiedzią nie dał na się czekać:
— Odysie! Ty chcesz w śmierci znaleźć mi pociechę? Wolałbym do dzierżawcy iść pod biedną strzechę
Na parobka, i w roli grzebać z ciężkim znojem,
Niż tu panować nad tym cieniów marnych rojem! Lecz mów mi, co słyszałeś o grackim mym synie:
W domu-ż siedzi, czy w boje chodzi, męstwem słynie? Toż mów, jakie o wielkim Peleju masz wieści? Czy Myrmidony zawsze chowają go w cześci? Czy Hellada i Ftyja czci mu swej uwleka,
Że stary, a na ręce i nogi kaleka? O, czemuż ja nie taki, jak niegdyś bywało,
Gdym żył i na trojańskim polu błyszczał chwałą,
I w obronie Achiwów wycinał narody! Obym na jedną chwilę znów silny i młody
Stał się i naraz w domu zjawił się rodzica! Starłaby tych zuchwalców synowska prawica,
Którzy śmieli królewskiej uwłaczać mu cześci! —
Tak Achilles. Jam na to: — Żadnej, żadnej wieści
Nie miałem o Peleju; ale słuchajże mnie,
Opowiem ci o synu twym Neoptolemie
Wiele rzeczy ciekawych, których byłem świadkiem,
Gdyż ja sam go przywiozłem własnym moim statkiem
Ze Skyros do pancernych Achiwów pod Troję. Tam on w radach wojennych zwykle słowo swoje
Rzucał pierwszy; przemawiał i mądrze, i zdrowo;
Li Nestor go pobijał lub ja sam wymową.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia