lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 175

Odyseja - Homer - Strona 175

I już brał się napinać, silniejszy tym razem,
Lecz Odys mrugnął — niemym wstrzymał go rozkazem,
I Telemach się ozwał znowu w tłumie gwarnym:
„Przebóg! Mamże bezsilnym zostać i niezdarnym? Czy zbyt młody, na pięści nie puszczać się twarde
I nie odbić, gdy w twarz mi rzuci kto pogardę? Dalej zatem! Silniejsi niż ja niech tu staną,
Łuk napną i tę walkę zakończą wygraną!”
To powiedziawszy kabłąk odstawił na stronę,
Oparłszy o podwoje pięknie wygładzone,
A lotną strzałę oparł na lśniącym pierścieniu. Co sprawiwszy, wraz odszedł usiąść w swym siedzeniu. Wtem oto syn Eupejta tak się tam ozowie,
Antinoj: „Po porządku chodźcie tu, druhowie,
Od lewej ku prawicy: tą samą koleją,
Jaką cześnicy wino w puchary nam leją”. Słowa te Antinoja przypadły do smaku. Syn Ojnopa, Lejodes pierwszy stał w orszaku;
Był to wróżbit i zwykle ostatni przy dzbanie
Siadywał, mierziąc sobie złe ich zachowanie. Li on jeden potępiał te gachy zuchwałe. Więc się zbliżył i podjął łuk, nałożył strzałę,
A stanąwszy na progu, cięciwę w kabłęku
Napiąć chciał, lecz sił nie miał w nieudolnych ręku. Zatem do zgromadzonej tak mówił drużyny:
„Nie dam rady, niech łuk ten napina kto inny! A i najtężsi męże przy tym łuku pono
Nie tylko serce stracą, lecz ducha wyzioną. Lepiej umrzeć, niż żyjąc nie osiągnąć celu,
Który nas tu sprowadza dzień w dzień od lat wielu! A choć z nas tu niejeden poi się nadzieją
Do małżeńskiej łożnicy wnijść z Penelopeją,
To gdy łuk ten pomaca, nic mu nie zostanie,
Tylko k'innej Achajce obrócić staranie
I słać jej upominki, bo jej przeznaczono
Dającego najwięcej mołojca być żoną”. Rzekłszy, Lejodes kabłąk odstawił na stronę,
Oparłszy o podwoje pięknie wygładzone,
A lotną strzałę oparł na świetnym pierścieniu. Co sprawiwszy, wraz odszedł siąść w swoim siedzeniu. Wtem Antinoj głos zabrał i tak go strofował:
„Tożeś się z piękną mową do nas wysforował! Same groźby i strachy! Ta mowa mnie gniewa;
Więc, jak mówisz, młódź nasza ducha powyziewa
Przy tym łuku, którego twoja dłoń nie zmoże? Snadź matka cię nie na to chowała, niebożę,
Abyś sławy się dobił strzałami i kuszą! Są tu inni mołojce, którzy łuk ten ruszą”. Rzekł i przyzwał Melanta, przywódcę koziarzy:
„Zakręć się koło ognia, niech się wnet rozżarzy;
Stolik mi tam postawisz nakryty baranem,
Ze spiżarni przyniesiesz łój całym sałhanem. Tłustością tą łuk natrzem, rozgrzan przy ognisku,
A próba nam pokaże, kto co weźmie w zysku”. Melant ogień rozniecił, płomień buchł do góry;
Stołek przyniósł, zasłany baranimi skóry,
A duży sałhan łoju przyniósł ze spiżarnie,
A oni róg rozgrzawszy gięli go — lecz marnie! Szwankującym na sile nie dopisał sposób
Naciągnięcia cięciwy. Więc ze wszystkich osób
Li Antinoj, Eurymach, dwaj mężowie przedni
Nie chcieli się do próby mieszać sami jedni. Więc i słudzy Odysa, wolarz z świniopasem,
Obydwa się wynieśli z świetlicy tymczasem,
A za nimi sam Odys podążył bez zwłoki.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia