Na to znów chromy bożek: „A, to inna sprawa. Nie ufać słowu nie mam ni czoła, ni prawa”. Rzekłszy to Hefajst pęta zdjął z nich rąk swych siłą. A oni zmiarkowawszy, że pęto zwolniło,
Wyskoczyli wraz z łoża. Ares w trackie kraje
Pognał, ona do Cypru, tam, w pafijskie gaje,
Gdzie ma wonny żertwiennik, leci uśmiechnięta. Tam ją kąpią Charyty, tam ją maści święta
Oliwa, jaką bogi maszczą się wieczyste. I w szatki ją obloką cudowne i czyste. —
Tak śpiewał boski piewca. Odys duszą całą
Radował się tej pieśni, z nim się radowało
Serce feackie, dzielni cieszą się żeglarze. A wtem król Haliosowi z Laodamem w parze
Kazał pląsać: nikt w tańcu im by dwom nie sprostał. Owoż jeden i drugi piłkę w ręce dostał
Ukraszoną, misternej Polyba roboty. Pierwszy, wznak się wygiąwszy, popod chmur namioty
Cisł ją w górę; zaś drugi w poskoku się rzucił,
W lot ją schwytał wprzód jeszcze, nim na ziemię wrócił. Pokazawszy na piłce te sztuki tak wielkie,
Zaczęli pląsem deptać ziemię karmicielkę
I przeginać się różnie. Młódź sypła oklaski
W krąg stojąca, i pochwał podniosły się wrzaski. Więc do Alkina boski Odysej tak powie:
„Sława ci, Alkinoju! Cześć tobie, królowi! Mówiłeś, że świat nie ma równych twym tancerzy. Zdumion przyznaję: sława tobie się należy”. Świętą moc Alkinoja gładka mowa cieszy,
Toż zwrócił się tym słowem do feackiej rzeszy:
„Słuchajcie mnie, feackie władyki, kniaziowie! Jak widzę, gość ten siła rozumu ma w głowie. Piękny mu upominek jakiś dać wypada. Gdy więc dwunastu kniaziów co przedniejszych włada
W państwie mym, ja trzynasty jeszcze się przyłożę;
Niech każdy z nas na suknię i chiton się zmoże
I na złota talencik dla gościa w ofierze. Znieścieże to na kupę — on z sobą zabierze
I z sercem ucieszonym pójdzie na biesiadę. Euryjal też od siebie mógłby go za zwadę
Nieprzystojną tak słowem, jak datkiem przeprosić”. Rzekł i wszystkim ten pomysł podobał się dosyć,
Bo wnet każdy keryksa po dary wyprawił,
A Euryjal królowi tak swą rzecz przedstawił:
„Szerokowładny królu, mocarzu Alkinie! Chętnie ja się dla gościa, jak każesz, przyczynię. Miecz mu dam w upominku: srebrne on ma jelce,
A pochw z kości słoniowej, błyszczącą się wielce
Świeżą rzeźbą, a sądzę, że dar znamienity”. I miecz srebrnymi gwoźdźmi dokoła nabity
Dał Odysowi, mówiąc te słowa skrzydlate:
„Cześć ci, ojcze wędrowny! Jeśli mi rogate
Słówko się wymkło, niechże na wiatry poleci,
A tobie bóg pozwoli dom, żonę i dzieci
Ujrzeć znowu, po biedzie w tułaczce przebytej!”
Więc Odysej mu na to: „Szczęśliwym bądź i ty,
Druhu mój! Błogosławieństw spodziewaj się z nieba,
I oby za tym mieczem tęsknić ci nie trzeba,
Któryś mi w upominku z dobrym słowem wmiesił”. I miecz srebrnogwoździsty przez ramię przewiesił. Słońce zaszło, przybywa darów coraz więcej;
Keryksi je na zamek odnoszą książęcy,
Gdzie syny Alkinoja, przyjmujący datki
W ręce swe, składali je u stóp zacnej matki. Zaś Alkinoj wiódł z sobą resztę zgromadzenia
Na dwór swój, gdzie zasiadło wspaniałe siedzenia.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.