lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 177

Odyseja - Homer - Strona 177

Dość, by o nas z pogardą prawnuki mówiły!”
Syn Eupejta Antinoj na to odpowiedział:
„Eurymachu, źle mówisz, jak gdybyś nie wiedział,
Że boga Apollona lud dziś święci święto:
W taki dzień nie lza kuszę napinać przeklętą. Na bok z nią! Lecz topory w miejscu niech zostaną! Nie ma przecie obawy, by je stąd zabrano;
Na zamku Odyseja bezpiecznie dostoją. Hej, wina! Wy, cześnicy, pełńcie służbę swoją! Bogów czcić nam obiatą, a niechać strzelania! Za to nam koźlarz Melant jutro do świtania
Dostawi co najlepszych kóz z całego stada,
Więc na cześć Apollona obiatę nie lada
Wyprawim. Łuk zapewne łatwo napiąć da się,
A tak walkę o zakład skończym w krótkim czasie”. Tę mowę Antinoja wszyscy podzielali. Więc keryksi na ręce zdrój wody im lali,
A służebni kielichy po brzegi naleją
I od prawej każdemu obnoszą koleją,
Po czym część zlawszy bogom, spełnili gachowie,
Gdy wtem przebiegły Odys chytrze się ozowie:
„Wy, dostojnej królowej dziewosłęby młodzi,
Słuchajcie! To, co powiem, z serca mi wychodzi,
Zaklinam Eurymacha razem z Antinojem,
Który rzeczy wyświecił trafnym zdaniem swojem,
Żeby łuku nie tykać, a z bogiem mieć sprawę. A jutro bóg da siłę i z wygranej sławę. Tymczasem mnie pozwólcie spróbować kabłęku! Chcę przed wami pokazać, czy siłę mam w ręku
Tę samą, co przed laty członki mymi władła,
Czy też bieda z włóczęgą do szczętu ją zjadła?”
Na tę prośbę gachowie wpadli w straszne gniewy
Z obawy, by przypadkiem nie napiął cięciwy. Antinoj wstał nań gromko i te słowa rzucił:
„O, włóczęgo! Toż we łbie mózg ci się przewrócił! Małoż ci z nami w gronie cnych mężów zasiadać,
Kąski od nas tu wszystkich wyłudzać i zjadać,
Nasłuchiwać mów naszych, poufnej gawędy,
Tu, gdzie wstępu nie mają dziady i przybłędy? Spiłeś się słodkim winem, powiadam ci szczerze,
Wino zbłaźni każdego, kto miarę przebierze. Winem spity Eurytion, Kentaur w świecie głośny,
W domu u Pejritoja szał go uniósł sprośny;
Przybył tam do Lapitów i winem się zalał. Zaraz też w Pejritoja domu się rozszalał,
Co widząc bohatery skoczyli jak wściekli
I wywlekłszy pijaka mieczem mu odsiekli
Nos i uszy. On do dom powlókł się pijany,
Nie wiedząc, jak okrutnie za to był skarany. Z tego wojna się wszczęła Kentaurów z Lapity —
Najgorzej na niej wyszedł Kentaur, co był spity. Toż i ciebie to czeka, gdybyś łuk ten gładki
Napiął, wnet ci upadną miłosierne datki,
Wnet do króla Echeta wyślem cię w okręcie. Wiesz, jak ludzi kaleczy i dręczy zacięcie! Nie ujdziesz ty mu żywcem — a chcesz wyjść bez szkody,
Jedz, pij, lecz się nie puszczaj z młodszymi w zawody”. Słyszy to Penelopa i tak się odzywa:
„Antinoju! Rzecz zdrożna, nawet niegodziwa,
Lżyć gościa, przyjętego w domu Telemacha! Ciebież to nadzwyczajna siła jego stracha,
Że gdy łuk Odysowy napnie i wystrzeli,
Już mnie weźmie za żonę i łoże podzieli? Ani jemu te myśli po głowie nie krążą,
Ani wam podejrzenia takie niech nie ciążą. Pożywajcie spokojnie: kłopot wasz daremny”. Na to rzekł Eurymach, tłumiąc gniew tajemny:
„O córo Ikariosa, Penelopo zacna!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia