lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 59

Odyseja - Homer - Strona 59

Ledwo rumianopalca rankiem błysła Zorza,
Święta moc Alkinoja porwała się z łoża. Wstał i Odysej, grodów burzyciel on gracki,
I obaj z Alkinojem szli na plac feacki
W niewielkiej od okrętów leżący oddali;
Tam na gładkich kamieniach obaj posiadali. Atenea tymczasem i chwili nie traci. Gród przebiega w keryksa dworskiego postaci,
Przemyślna, chcąc zapewnić powrót Odysowi. Kogo spotka, każdemu takie słowo powie:
„Nuże! Spieszcie feackie kniazie i władyki
Na plac zborny wysłuchać przybylca supliki,
Co niedawno zawitał w dom króla Alkina,
Morzem wyrzucon, kształtem bogów przypomina”. Tak rzekła, ciekawością serca rozpłomienia —
I wnet się zapełniły na placu siedzenia
Tłumem ludu. Zdziwione patrzały gromady
Na syna Laertesa, co sztuką Pallady
Miał czoło i ramiona w boski blask ubrane,
I wzrost dłuższy, i rysy prawie młodociane,
By Feaki zachwycił swą wdzięczną postawą
I ze szermierskich igrzysk wyszedł z czcią i sławą,
Bo do nich go na próbę wyzwą Feakowie. A gdy już plac okryło ludu wielkie mrowie,
Zagaił je Alkinoj następnymi słowy:
„Władycy, kniazie, ludu feackiego głowy! Mówię do was, co serce szepcze mi w skrytości:
Człek zachoży, mnie nie znan, w domu moim gości;
Nie wiem — z zapadnej przyszedł, czy od wschodniej strony? Dość, że prosi, by do dom mógł być odprawiony. Wyprawmyż go, jak zwyczaj, w tę podróż niezwłocznie,
Bo nikt obcy, co pod mym dachem tylko spocznie,
Nie trapi się czekaniem, by mógł jechać dalej. Ot byśmy ciemny okręt z najnowszych wybrali
I spuścili na morze; dobrać młodych flisów,
Pięćdziesięciu dwóch, znanych z dawniejszych popisów,
A gdy do ławic wiosła raz przymocujecie,
Wrócicie na ląd, w moim teremie podjecie
Sobie na drogę. Wszystko znajdzie się na razie. Rozkaz ten dla mołojców — zaś berłowi kniazie,
Jacy są, pójdą ze mną i w zamkowej sali
Gościa naszego będziem wraz podejmowali. Niech się nikt nie wymawia. Przyzwać mi pieśniarza
Demodoka; pieśń jego cudnie się wydarza
I weseli. On serce z boga ma natchnione”. Rzekł — i sunął samopierw; za nim uberlone
Kniazie szli. Keryks pobiegł dać znać pieśniarzowi. Flisów pięćdziesiąt i dwóch, wszyscy doborowi,
Jak król kazał, ruszyło na brzeg wód pustynnych,
Gdzie na wybrzeżu okręt leżący wśród innych
Zepchnęli spiesznie w morza co głębsze odmiały,
Maszt wbili, zawiesili nad nim żagiel biały,
Toż wiosła powprawiali w tulejki skórzane,
Żagl rozwiną — i wszystko sprawnie wykonane. Więc zaciągnąwszy okręt na głębię w przystani,
Poszli, do Alkinoja teremu zwołani. Już w dziedzińcach, przysionkach, izbach się roiło
Od gości; dużo starych i młodych tam było. Król dał skopów dwanaście na godowe stoły,
Osiem świń białokływych i dwa ciężkie woły. Te łupią i już warzą biesiadne potrawy. Wszedł i keryks, z nim pieśniarz wesołej zabawy,
Muzy kochanek, dobrem i złem obdarzony:
Bo mu wzrok wziąwszy, dała dar śpiewu pieszczony.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia