lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 200

Odyseja - Homer - Strona 200

Więc na krzesłach i stołkach u stołu zasiedli,
Zabrali się do jadła i śniadanie jedli. Wtem wszedł Dolios, staruszek, a z nim jego syny,
Zmęczone pracą w polu, skąd matka rodziny,
Ona stara Sikelka wraz ich przywołała,
Co syny swe karmiła, a o starca dbała. Ci ujrzawszy Odysa, sercem go poznali. I z podziwienia w izbie jakby wryci stali. Ale Odys im posłał przyjazne wyrazy:
„Siadaj, starcze! W zdumieniu stoicie jak głazy? Długo na was czekamy spragnieni i głodni,
Aby z wami biesiadę spożyć, ludzie godni”. Na to Dolios wzniósł k'niemu ręce wycągnięte,
Dłonie króla całował wyż kostki ujęte
I takie doń obrócił słowa uskrzydlone:
„O drogi! Więc wróciłeś? Wraca, co stracone! Nikt cię się nie spodziewał; niebo nam cię zsyła! Witaj nam! Oby łaska bogów ci świeciła! Lecz powiedz, niech wiem wszystko: azali twa żona,
Roztropna Penelopa, już uwiadomiona,
Żeś wrócił? Jeśli nie wie, wyślę gońca lotem”. Bystry Odys mu na to: „Ona już wie o tem,
Więc się nie troszcz i zasiądź tu z nami pospołu!”
Rzekł, a staruszek usiadł w swym krześle do stołu. Syny jego podobnież Odysa witali;
Przystąpiwszy, serdecznie w rękę całowali,
I zasiedli tuż obok swojego rodzicy. Kiedy się tak krzepiono w biesiadnej świetlicy,
Przelatywała miasto Ossa wieścionośna
Głosząc, że wszystkich gachów spotkała śmierć sprośna. Co posłyszawszy, rzesze ze wszech stron się zbiegły
I z krzykiem, płaczem, zamek Odysa obiegły,
Wynosząc z niego trupy i grzebiąc je w ziemi;
Ciała zaś z dalszych grodów, łodziami szparkiemi
Przewiezione, do swoich siedzib się dostały. Na agorę pośpieszył potem ten tłum cały,
A doń się przyłączyło luda jeszcze więcej. Wstał Eupejt i przemowę miał do tych tysięcy —
Bo śmierć syna boleśnie starzec uczuh w duszy,
Antinoja, którego Odys zabił z kuszy
Najpierwszego. — Więc starzec tak mówił ze łzami:
„Bracia! Srodze się człek ten obszedł z Achiwami! Ongi młódź nam najlepszą ściągnął na swe statki
I te setki potopił, zgubił nasze dziatki;
Teraz cnych Kefaleńców w pień wyciął aż tylu! Trzeba więc, nim morderca umknie stąd do Pylu
Lub do boskiej Elidy, gdzie Epeje władną,
Pomścić się, bo się hańbą zmażem bezprzykładną,
O której by ze zgrozą potomni mówili,
Gdyby tym, co nam synów i braci zabili,
Płazem uszło; ja sam bym życie zmierził sobie
Nie znajdując spoczynku, chyba w jednym grobie. Mścijmy się, nim zabójcy uciekną za morze!”
Tak rzekł starzec, i wzruszył słuchaczów w agorze. Wtem nadszedł pieśniarz z zamku z keryksem Medoncm,
Gdzie obaj noc przespali; teraz w zgromadzonem
Ukazali się kole Achiwów zdumionych
I mądry keryks Medon rzekł do zgromadzonych:
„Słuchajcie, Itakanie! W robocie tej całej
Odysowi widocznie bóstwa pomagały. Ja sam widziałem boga, jak w bitwy natłoku. Wziąwszy postać Mentora był u jego boku. Ten niebianin już ducha w Odyseju krzepił,
Idąc przed nim, już strachem zalotników ślepił,
Że zmieszani trupami podłogę zasłali”.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia