Dni, nocy siedemnaście nad twym przeznaczeniem
Płakali tak bogowie, jak my, ludzie prości;
A potem złożonemu na stosie w mnogości
Rznięto tłuste barany i byki rogate;
Trup twój płonął owinion w ambrozyjną szatę,
Wonnym miodem, oliwą płomień był sycony,
Huf witeziów otaczał ów stos zapalony,
Jedni pieszo, a drudzy w rydwanach zaprzężnych. Walczyli i grzmiał łoskot od ciosów orężnych. Toż gdy płomień Hefajsta strawił twoje szczęty,
Wcześnie twych białych kości popiół był zgarnięty
I winem skropion. Wtenczas mać twa, Achillesie,
Złoty dwuuszny dzbanek pomiędzy nas wniesie —
Dał go jej Dyjonizos, jak utrzymywała —
A dłoń mistrza Hefajsta dzban ten wykowała. W nim twoje, bohaterze, złożono popioły
Z popiołami Patrokla zmieszane pospoły;
Antilocha zaś szczątki schowano osobno. Po Patroklu najwięcejś kochał go podobno. Więceśmy te popioły nakryli mogiłą,
Wojsko argejskie ziemię na nią nanosiło
Na sam brzeg, co w Hellespont sterczy wysunięty,
By z dala ją widziały mknące tam okręty
I żeglarze dzisiejszych, jak i przyszłych czasów. Matka zaś poznosiła na pole zapasów
Dla Achiwów, co męstwa złożyli dowody,
Od boga wyproszone przecudne nagrody. Kto widywał, jak wodza lub króla chowano,
Gdy mołojce na jego mogile tam staną
W zbrojach, gotowi bić się o nagrodę złotą,
Zdumiałby się ujrzawszy, z jaką to szczodrotą
Na cześć twoją Tetyda zniosła z nieba dary! Bo też ciebie bogowie kochali bez miary! Imię twoje po śmierci żyje, twoja chwała,
Achillesie, od ludu do ludu rozbrzmiała. Mój los gorszy, choć końca tej wojny jam dożył,
Cóż gdy wracającego do domu Zeus zmorzył:
Ajgist mnie zamordował, żona mnie zabiła!”
Taka się między nimi rozmowa toczyła. Wtem do nich Argobójca zbliżył się, a w ślady
Za nim mar zalotników nadleciał tłum blady. Na spotkanie szli obaj królowie zdumieni. I cień Agamemnona poznał wśród tych cieni
Duszę Amfimedona; Melenid ten walny
Gościł go, kiedy bywał na Itace skalnej —
Więc go Atryd zagabnął: „Przez jakie wyroki
Strąconyś, Amfimedzie, w te podziemne mroki
Z gronem mężów dobornych, równych sobie laty,
Za co to najpiękniejsze pozrywane kwiaty? Czy Posejdon w okrętach potopił was może,
Kiedy wypuścił burzę i rozhukał morze? Czy was ludzie pobili swej krzywdy się mszczące
Za bydło zrabowane i trzody na łące? Czy broniąc żon i grodu was pozabijali? Mówże! Wszak myśmy z sobą przyjaźń zawiązali,
Kiedym dom wasz nawiedził gościnnie przyjęty,
By namówić Odysa z nami na okręty,
Które Atryd Menelaj na Troję przywodził. Cały miesiąc upłynął, nim się Odys zgodził
I dał namówić do tej dalekiej podróży”. Na to Amfimedona dusza tak odwtórzy:
„Dzielny synu Atreja, cny Agamemnonie! Mówisz iście, jak było. Przeto ci odsłonię,
Mój królu, całą prawdę. Powiem, jak się stało,
Że nas razem aż tylu głowy nasze dało. Pod niebytność Odysa my do jego żony
Mieli się; lecz do żadnej nie skłania się strony,
Nie odmawia, nie broni, jedno zwleka śluby,
A tymczasem w skrytości pragnie naszej zguby.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.