lektury on-line

Kategorie

Lektury › Odyseja - Homer › Strona 64

Odyseja - Homer - Strona 64

I gwarzył jeden z drugim — tak gwarzyli oni:
„Złe nie płuży, powolny rączego dogoni,
Kiedy Hefajst Aresa, co jest znany przecie
Za najchyższego z bogów tam, w olimpskim świecie,
Złapał sztuką, choć chromy. Masz, cudzołożniku!”
Takie były rozmowy na bogów sejmiku. Wtem Apollon pytanie do Hermesa wniesie:
„A tyż, gończe i synu Diosa, Hermesie! Chciałżebyś w takie twarde dostać się powicie,
By pieszczotek przy złotej zażyć Afrodycie?”
Na to Hermes odpowiedź już miał na języku:
„Bodajby tak się stało, mój celny łuczniku! Niechby trzykroć mnie gęstsze pęta omotały,
Niechby bogów i bogiń zbiegł się Olimp cały
Na ten widok, to jeszcze spałbym przy tej złotej!”
To rzekł, a w gronie bogów wszczęły się chychoty. Li Posejdon się nie śmiał, on prośbą szturmował
Hefajsta, by z tych więzów Aresa rozkował,
Mówiąc do niego, słowa posyłał skrzydlate:
„Uwolń go, ręczę za nim. Na bogi się, na te
Powołuję. On da ci, jaką chcesz zapłatę”. Na to mu bożek ognia na dwie nóg kulawy:
„Daj pokój, Posejdonie, nie właź do tej sprawy! Nędzna poręka, która ręczy za nędznikiem. Cóż bym robił z olimpskim, jak ty, poręcznikiem,
Jeśli Ares od długu i oków ucieknie?”
Ziemiowstrzęsca Posejdon na to mu odrzeknie:
„ — Hefajście! Gdyby Ares raz zwolnion z okowy
Uciekł ci, dług za niego jam spłacić gotowy”.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Lucjan Siemieński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia