lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 92

— Tomaszu Sawyer, gdzie byłeś siedemnastego czerwca o północy?
Tomek rzucił okiem na kamienną twarz pół-Indianina i język odmówił mu posłuszeństwa. Publiczność słuchała z zapartym oddechem, ale żadne słowo nie mogło wydostać się z ust chłopca. Po chwili jednak zebrał się w sobie i szepnął:
— Na cmentarzu.
— Proszę nieco głośniej. Nie bój się. Byłeś więc…
— Na cmentarzu!
Pogardliwy grymas przemknął po twarzy Indianina.
— Czy byłeś może w pobliżu grobu Hossego Williamsa?
— Tak jest.
— Jeszcze troszkę głośniej. Jak blisko byłeś?
— Tak jak stąd do pana obrońcy.
— Byłeś ukryty czy nie?
— Byłem ukryty.
— Gdzie?
— Za wiązami, które rosną tuż nad grobem…
Pół-Indianin drgnął nieznacznie.
— Czy był jeszcze ktoś z tobą?
— Tak, proszę pana. Byłem z…
— Zaraz, zaraz. Nie wymieniaj na razie swojego towarzysza. Wezwiemy go w odpowiednim czasie. Czy miałeś coś ze sobą?
Tomek zawahał się, mocno zakłopotany.
— Mów śmiało, chłopcze. Nic się nie bój. Prawda jest zawsze godna szacunku. A więc co tam miałeś ze sobą?
— Tylko… tylko… zdechłego kota…
Po sali przeleciał lekki śmiech, natychmiast poskromiony przez sąd.
— Złożymy później szkielet tego kota jako dowód. A teraz, chłopcze, opowiedz nam wszystko, co widziałeś. Mów po swojemu, niczego nie opuszczaj i niczego się nie bój.
Tomek zaczął opowiadać — najpierw niepewnie, zająkliwie, ale potem, gdy się rozkręcił, słowa płynęły mu coraz swobodniej. Po chwili na sali zrobiło się cicho jak makiem zasiał i słychać było tylko głos Tomka. Wszystkie oczy wpatrywały się w niego z napięciem. Z otwartymi ustami i zapartym tchem łowiono każde jego słowo. Wszystkich porwała niesamowita groza opowiadania Tomka. Napięcie słuchaczy doszło do szczytu, gdy powiedział:
— A kiedy doktor zamachnął się wiekiem trumny, Muff Potter przewrócił się nieprzytomny, wtedy pół-Indianin Joe doskoczył z nożem i…
Brzęk! Mieszaniec z błyskawiczną szybkością rzucił się ku oknu, roztrącił stojących mu na drodze ludzi i — zniknął.
Rozdział XXV
Tomek znowu chodził w aureoli sławy bohatera, był ulubieńcem dorosłych i przedmiotem straszliwej zazdrości młodzieży. Jego nazwisko zostało nawet uwiecznione drukiem, bo miejscowy dziennik szeroko rozpisywał się o jego czynie. Było kilku takich, którzy przepowiadali, że z pewnością zostanie kiedyś prezydentem, jeżeli tylko przedtem go nie powieszą.
Jak to zwykle bywa, zmienny i bezmyślny świat przytulił teraz Muffa Pottera do swych piersi i tak samo obficie obsypywał go pochwałami, jak przedtem obelgami. Ale taki jest już porządek na tym świecie.
Dni Tomka były pełne radości i chwały, lecz noce napełniały go trwogą i przerażeniem. Pół-Indian Joe zatruwał mu wszystkie sny; w jego spojrzeniu zapisana była Tomkowi śmierć. Po zapadnięciu zmroku żadna siła nie wyciągnęłaby chłopca z domu.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia