lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 89

Wreszcie miasteczko zostało przebudzone z letargu i to w sposób bardzo gwałtowny. Rozpoczęła się rozprawa sądowa w sprawie zabójstwa doktora. Całe miasto mówiło tylko o tej sprawie. Tomek nie wiedział, gdzie się schować. Każda wzmianka o morderstwie przenikała go zimnym dreszczem, bo udręczone sumienie i strach podpowiadały mu, że każda taka uwaga jest specjalnie zastawioną na niego pułapką. Nie miał wprawdzie pojęcia, jakim sposobem mogłoby na niego paść podejrzenie, że coś wie o mordercy, ale mimo to przy każdej takiej rozmowie czuł się bardzo nieswojo. Zaciągnął Hucka w ustronne miejsce, aby porozmawiać z nim na ten temat. Miał nadzieję, że dozna pewnej ulgi, jeśli będzie mógł się porządnie wygadać i podzielić swoim niepokojem z drugim towarzyszem niedoli. Przy okazji chciał się upewnić, czy Huck rzeczywiście nie zdradził ich tajemnicy.
— Huck, mówiłeś komuś o tym?
— O czym?
— No… wiesz przecież.
— Aha… jasne, że nikomu nic nie mówiłem.
— Ani słowa?
— Ani słóweczka, słowo daję. A czemu pytasz?
— Trochę się bałem…
— No wiesz co! Przecież gdyby to się wydało, w ciągu dwóch dni byłoby już po nas!
Tomek uspokoił się nieco. Ale po chwili znowu zapytał:
— Czy na pewno nikomu się z tego nie wygadasz?
— Co? Wiesz, jak będę chciał, żeby ten przeklęty mieszaniec mnie załatwił, to wtedy się wygadam. Inaczej nigdy!
— No, to wszystko w porządku. Ja też uważam, że póki trzymamy język za zębami, nic nam nie grozi. Ale wiesz co, przysięgnijmy dla większej pewności jeszcze raz.
— Dobra.
Ponownie złożyli przysięgę z zachowaniem straszliwego i skomplikowanego ceremoniału.
— Co ludzie gadają, Huck? Bo ja słyszałem różne rzeczy.
— Co gadają? Ciągle tylko Muff Potter i Muff Potter. Ile razy to słyszę, to aż mnie pot oblewa i najchętniej wlazłbym w mysią dziurę.
— Ja to samo. Pottera chyba powieszą. Żal ci go?
— Bardzo… bardzo. Może on nie jest wiele wart, ale to chodząca poczciwość. Nigdy nikomu nie zrobił nic złego. Nałowi trochę ryb, weźmie za to parę groszy i idzie pić. Potem włóczy się za miastem. Ale, mój Boże, nikt nie jest święty… no, może pastor… Potter to porządny chłop. Raz dał mi pół ryby, choć sam drugą połówką wcale się nie najadł, i często mi pomagał, gdy byłem w biedzie.
— A mnie naprawiał latawce i przywiązywał haczyki do wędki. Ech! Gdybyśmy mogli wydostać go z więzienia!
— To niemożliwe, Tomku. Zresztą i tak by go zaraz złapali.
— To prawda. Ale nie mogę słuchać, jak ludzie wyklinają go niczym ostatniego diabła, a przecież on tego nie zrobił!
— Ja też nie mogę tego słuchać. Boże, ludzie gadają, że takiego drania jeszcze nie widzieli, i że dawno już powinien wisieć.
— A ja słyszałem, jak się zmawiali, żeby go zlinczować, gdyby mu się teraz upiekło.
— I na pewno to zrobią!
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia