lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 4

Chłopiec był porządnie ubrany, nawet zbyt porządnie jak na dzień powszedni. Zdumiewające! Czapkę miał niczym prosto z wystawy! Niebieska sukienna bluza, zapięta na wszystkie guziki, była nowa i elegancka, tak samo spodnie. Na nogach miał buty, chociaż to był tylko piątek! Miał nawet kokardę z barwnej wstążki! Było w nim w ogóle coś wielkomiejskiego, co oburzyło Tomka aż do głębi. Im dłużej pożerał wzrokiem to wspaniałe zjawisko, im wyżej zadzierał nosa w pogardzie dla jego elegancji, tym nędzniejszy wydawał mu się jego własny wygląd. Obaj chłopcy milczeli. Gdy jeden się poruszył, poruszył się i drugi — ale tylko bokiem i w kółko. Cały czas mierzyli się wzrokiem. Wreszcie Tomek powiedział:
— Chcesz oberwać?
— Tylko spróbuj!
— Zaraz mogę to zrobić.
— Nie dasz rady.
— Spokojna głowa.
— Nie wierzę!
— Przekonasz się!
— Nie!
— Tak!
Pełne napięcia milczenie. Potem Tomek zaczął na nowo:
— Jak się nazywasz?
— A co cię to obchodzi?
— Jak będę chciał, to będzie mnie obchodzić.
— To czemu nie chcesz?
— Jak będziesz dużo gadał, to zechcę.
— Dużo, dużo, dużo!… No i co?
— Myślisz, że jesteś taki wielki elegant, co? Mógłbym sobie jedną rękę przywiązać na plecach, a drugą cię sprać, gdybym tylko chciał.
— To czemu tego nie zrobisz? Ciągle tylko gadasz, że możesz.
— Nie zaczynaj, bo ci dołożę.
— Phi! Takich jak ty widziałem już wielu.
— Też mi ważny elegancik! Hu, hu, co za prześliczny kapelusik!
— Jak ci się tak bardzo nie podoba, to mi go zdejmij. Ale nieprędko się potem wyliżesz.
— Kłamiesz!
— Ty sam kłamiesz!
— Tchórz! Chciałby się bić, a trzęsie portkami ze strachu!
— Zjeżdżaj stąd!
— Zamknij się, bo cię stuknę kamieniem w łeb!
— Czyżby?
— Zobaczysz!
— Więc czemu tego nie robisz? Ciągle tylko gadasz! Po prostu się boisz!
— Wcale się nie boję!
— Trzęsiesz się ze strachu!
— Nie!
— Tak!
Znowu zamilkli. Znowu zaczęło się wzajemne okrążanie i mierzenie oczami. Wreszcie stanęli w pozycji bojowej.
— Wynoś się stąd! — krzyknął Tomek.
— Sam się wynoś!
— Nie chce mi się!
— Mnie też!
Stali tak naprzeciw siebie, wysunąwszy po jednej nodze dla lepszej równowagi, i dysząc nienawiścią, z całej siły napierali na siebie. Żaden jednak nie mógł uzyskać przewagi. Wreszcie, czerwoni z wysiłku jak buraki, z zachowaniem wszelkich ostrożności odstąpili od siebie.
— Ty szczeniaku! — rzucił Tomek. — Powiem o wszystkim mojemu starszemu bratu, on cię załatwi małym palcem.
— Gwiżdżę na twojego starszego brata! Mój brat jest większy od twojego. Przerzuci go przez ten parkan jedną ręką.
(Oczywiście bracia byli zmyśleni).
— Kłamiesz!
— Gadaj sobie dalej!
Tomek dużym palcem u nogi narysował na ziemi kreskę i powiedział:
— Spróbuj przekroczyć tę linię, a stłukę cię na miazgę.
Nieznajomy natychmiast przekroczył kreskę, mówiąc:
— Zobaczymy, czy naprawdę to zrobisz.
— Nie zbliżaj się do mnie! Uważaj!
— No, miałeś coś zrobić! Na co czekasz?
— Do licha! Za marny grosz to zrobię!
Nieznajomy wyciągnął z kieszeni dwie drobne monety i szyderczo nadstawił je Tomkowi. Tomek uderzeniem strącił pieniądze na ziemię.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia