lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 130

— Wspaniale! Chodźcie no ze mną, chłopcy, bo tam wszyscy na was czekają! No chodźcie, nie bójcie się. Dajcie ten wózek, to go wam pociągnę. O, do licha, lekki to on nie jest! Co tam macie, cegły czy stare żelastwo?
— Hm, stare żelastwo… — odpowiedział Tomek.
— Tak myślałem. Wszyscy chłopcy wolą się namęczyć i stracić kupę czasu na zbieranie złomu, za który dostaną parę groszy, niż nająć się do jakiejś pracy u uczciwych ludzi. Ale taki już jest ten świat. No, chłopaki, jazda!
Chłopcy chcieli się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.
— Nic wam teraz nie powiem. Dowiecie się u pani Douglas.
Huck zaniepokoił się trochę, bo zawsze go o coś niesłusznie posądzano, toteż powiedział nieśmiało:
— Ale myśmy nie zrobili nic złego, panie Jones.
Walijczyk roześmiał się.
— Mój kochany, ja nic nie wiem i niczego się nie domyślam. A może pokłóciłeś się z panią Douglas?
— Ależ skąd! Ona zawsze była dla mnie taka dobra!
— No więc wszystko w porządku. Czego się boisz?
Zanim wolno myśląca głowa Hucka zdołała sobie odpowiedzieć na to pytanie, obaj z Tomkiem zostali wepchnięci do salonu pani Douglas. Pan Jones zostawił wózek za drzwiami i wszedł za nimi.
Pokój był wspaniale oświetlony. Zebrali się tu wszyscy ludzie, którzy mieli jakiekolwiek znaczenie w miasteczku. Byli więc państwo Thatcherowie, Harperowie, Rogersowie, ciotka Polly, Sid, Mary, pastor, redaktor i wielu, wielu innych — a wszyscy odświętnie ubrani.
Wdowa przywitała chłopców z możliwie największą serdecznością, na jaką można się było w ogóle zdobyć wobec gości, którzy wyglądali tak jak oni. Byli od stóp do głów ubabrani gliną i pochlapani woskiem ze świec. Ciotka Polly zaczerwieniła się ze wstydu jak piwonia, zmarszczyła brwi i groźnie trzęsła głową. Ale najgorzej ze wszystkich czuli się sami chłopcy; nikt nie był tak zakłopotany jak oni dwaj. Pan Jones zdał relację:
— Tomka ciągle nie było w domu. Już myślałem, że nic z tego nie będzie i chciałem dać za wygraną, gdy dosłownie nadziałem się na nich przed moim własnym domem. No i tak, jak stali, przyprowadziłem ich tutaj.
— I bardzo dobrze pan zrobił — powiedziała wdowa. — Chodźcie za mną, chłopcy.
Wciągnęła ich do sypialni i powiedziała:
— Teraz umyjcie się i przebierzcie. Tu leżą dwa nowe ubrania; koszule, skarpetki, wszystko w komplecie. To dla Hucka — daj spokój, chłopcze, nie dziękuj — jedno ubranie jest od pana Jonesa, drugie ode mnie. Będą chyba dobre na was obu. No, ubierajcie się. Poczekamy na was. Jak już będziecie podobni do ludzi, to zejdźcie do salonu.
Po tych słowach wyszła.
Rozdział XXXV
— Słuchaj, Tomek — powiedział Huck — gdybyśmy znaleźli linę, moglibyśmy zwiać stąd. Okno nie jest wysoko.
— Bez sensu! Dlaczego chcesz zwiewać?
— Eee, nie lubię tłoku… nie jestem do tego przyzwyczajony. Ja tego nie wytrzymam. Nie zejdę do nich!
— Gadanie! To nic nadzwyczajnego. Zresztą wszystko mi jedno. Nie bój się, będę stał obok i uważał na ciebie.
Zjawił się Sid.
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia