lektury on-line

Kategorie

Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain - Strona 112

— Widzi pan, ja jestem takie ladaco… Przynajmniej tak każdy mówi, i wcale się o to nie gniewam. Nieraz jednak nie mogę usnąć, bo martwię się tym i myślę, jak tu wejść na dobrą drogę… Tak było tej nocy. Nie mogłem spać, wyszedłem więc przed północą na ulicę i pogrążony w myślach doszedłem aż do starej cegielni obok gospody. Zamyślony, oparłem się o mur. No i właśnie wtedy ci dwaj minęli mnie dosłownie o krok. Jeden z nich niósł coś pod pachą. Byłem pewny, że to coś ukradzionego. Któryś z nich palił, a drugi poprosił go o ogień. Zatrzymali się niedaleko mnie. Kiedy cygara oświetliły im twarze, zobaczyłem, że wyższy to głuchoniemy Hiszpan z białą brodą i plastrem na oku, a ten drugi to jakiś obszarpany obdartus…
— Jak to? Przy świetle cygara zauważyłeś, że jest obdarty?
Huck zmieszał się na chwilę, ale zaraz powiedział:
— Eee… tak mi się zdaje… że był obdarty…
— Dobrze, więc oni poszli dalej, a ty…
— Poszedłem za nimi. Tak. Chciałem wiedzieć, co się dzieje… dlaczego oni tak się skradają… Śledziłem ich cały czas, aż do ogrodzenia wdowy. Tam się ukryłem i słyszałem jak ten obdartus wstawiał się za wdową, a Hiszpan zapowiadał, że ją oszpeci… Mówiłem już o tym panu i pana synom…
— Jak to? Głuchoniemy mówił to wszystko?!
Huck popełnił drugi straszny błąd! Robił, co mógł, żeby wykręcić się z tej pułapki, i nie zdradzić, kim jest Hiszpan, ale ze zdenerwowania zaplątał się jeszcze bardziej. Stary nie spuszczał z niego oczu i pod tym wzrokiem Huck zgubił się na dobre. Nagle Walijczyk powiedział:
— Dlaczego ty się mnie boisz? Za nic na świecie nie pozwolę, żeby choć jeden włos spadł ci z głowy. Będę cię bronił, możesz być tego pewny. Więc Hiszpan nie jest głuchoniemy! Wygadałeś się i teraz nie ma już co kręcić. Ty coś wiesz o tym Hiszpanie, ale starasz się to ukryć przed wszystkimi. Proszę cię, zaufaj mi… nie wydam cię.
Huck patrzył chwilę w poczciwe, szczere oczy starego, potem pochylił się i szepnął mu do ucha:
— To nie jest żaden Hiszpan. To pół-Indianin Joe!
Walijczyk omal nie spadł z krzesła. Po chwili powiedział:
— Teraz wszystko rozumiem! Kiedy opowiadałeś mi o obcięciu nosa i naderżnięciu uszu, myślałem, że trochę przesadzasz, bo biali nie mszczą się w ten sposób. Ale Indianin! To całkiem co innego!
Podczas śniadania rozmowa trwała dalej. Walijczyk opowiedział, że zanim poszli spać, wzięli jeszcze latarkę i przeszukali teren pod ogrodzeniem wdowy, czy nie ma gdzieś śladów krwi. Niczego takiego nie zobaczyli, znaleźli za to sporą skrzynkę z…
— Z CZYM?!?!
To pytanie jak błyskawica wystrzeliło z pobladłych ust Hucka. Zerwał się z krzesła i z rozszerzonymi źrenicami, bez tchu w piersiach oczekiwał odpowiedzi starego. Walijczyk urwał i wpatrywał się w chłopca. Trzy sekundy — pięć — siedem sekund — wreszcie powiedział:
— Z narzędziami służącymi do włamywania się do domu. Hm, co ci się stało?
Huck opadł bezwładnie na krzesło, dysząc ciężko, ale z uczuciem niewysłowionej ulgi. Walijczyk patrzył na niego uważnie, a potem powtórzył:
Źródło tekstu: Wolne Lektury, tłumaczenie: Jan Biliński.

Valid XHTML 1.0 Transitional

Realizacja serwisu: Virtualmedia